och...i nie wiadomo, od czego zacząć. może zacznijmy od tego: umówiłam się na rozmowę. może to pikuś, mało znaczące. a w tym przypadku okazuje się, że wcale niełatwe. mimo to. wczoraj odważyłam się umówić na rozmowę. o mnie. o tym, czego zlęknionym sercem pragnę. o tym, kto mi się śni ciemną nocą, o kim myślę tuż po przebudzeniu.
i wyobrażam sobie już zakończenie tej rozmowy. bez happy endu, jak by się mogło wydawać. a jednak - myślę, że to mądry człowiek, więc nie odrzuci tak, by jeszcze dodatkowo pokopać w leżącego. ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że i tak nie o to chodzi, nie to jest ważne. wszak ważniejsze jest to, że się odważyłam, że chcę ruszyć do przodu, niezależnie w jakim kierunku. chcę zaryzykować, bo jeśli tego nie zrobię - nie dowiem się co będzie dalej. nie zobaczę tego, co jest za następnym zakrętem, nie poznam siebie.
kiedyś (przeczytałam chyba) taki tekst,że mamy w sobie dwa lęki - strach przed samotnością i strach przed odrzuceniem. w zależności, który lęk w nas wygrywa - w tym miejscu się znajdujemy. albo sami, albo z kimś.
wiecie czemu nie mamy odwagi ryzykować, odkrywać przed kimś siebie, odsłaniać serce, które jest tak delikatne? bo się zwyczajnie boimy. ja też się boję. ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej wiem, że Bóg to moje serce trzyma w Swoich dłoniach. On nie opuści mnie, nie porzuci, nie zrani - wręcz przeciwnie. będzie przy mnie, nie zostawi i będzie leczył. będzie kładł balsam na zranienia po to, bym mogła pójść dalej. i to serce, takie poranione, pełne blizn i chropowatych strupów, jest najpiękniejsze. świadczy o naszej odwadze, o ryzyku które podjęliśmy by kochać. a przecież w tym życiu liczy się tylko Miłość, prawda?
i wyobrażam sobie już zakończenie tej rozmowy. bez happy endu, jak by się mogło wydawać. a jednak - myślę, że to mądry człowiek, więc nie odrzuci tak, by jeszcze dodatkowo pokopać w leżącego. ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że i tak nie o to chodzi, nie to jest ważne. wszak ważniejsze jest to, że się odważyłam, że chcę ruszyć do przodu, niezależnie w jakim kierunku. chcę zaryzykować, bo jeśli tego nie zrobię - nie dowiem się co będzie dalej. nie zobaczę tego, co jest za następnym zakrętem, nie poznam siebie.
kiedyś (przeczytałam chyba) taki tekst,że mamy w sobie dwa lęki - strach przed samotnością i strach przed odrzuceniem. w zależności, który lęk w nas wygrywa - w tym miejscu się znajdujemy. albo sami, albo z kimś.
wiecie czemu nie mamy odwagi ryzykować, odkrywać przed kimś siebie, odsłaniać serce, które jest tak delikatne? bo się zwyczajnie boimy. ja też się boję. ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej wiem, że Bóg to moje serce trzyma w Swoich dłoniach. On nie opuści mnie, nie porzuci, nie zrani - wręcz przeciwnie. będzie przy mnie, nie zostawi i będzie leczył. będzie kładł balsam na zranienia po to, bym mogła pójść dalej. i to serce, takie poranione, pełne blizn i chropowatych strupów, jest najpiękniejsze. świadczy o naszej odwadze, o ryzyku które podjęliśmy by kochać. a przecież w tym życiu liczy się tylko Miłość, prawda?


























