środa, 27 stycznia 2021

Ja brzoza, ja brzoza, jak mnie słyszysz...?

   To był taki trudny dzień..tak trudno było znieść atmosferę w pracy - ciągle jakieś podteksty, napięcia, niewybredne żarciki i gadki o niczym...Nie bardzo się w tym odnajduję, a to dodatkowo poszerza przepaść między mną a resztą, bo coraz bardziej czuję się niehalo, niewarta, nieco gorsza, odstająca, do ominięcia...

   I właśnie tego dnia, gdy wracam do domu okrężną drogą po raz kolejny zwracam uwagę na moje ulubione drzewo - tę brzozę niedaleko dworca kolejowego. Jedna jedyna brzoza posadzona przy trzech innych drzewach. Czy ma jakiś inny kształt, korzenie? Nie. Czy brakuje jej gałęzi, nie ma pnia? Nie, wygląda w zasadzie jak tamte drzewa. Różni ją jedynie kolor, już z daleka widać jej białą barwę pnia i kształt, jakby ktoś specjalnie pomalował ją na odblaskowy, tak jasny kolor w czasie szarego zmierzchu. Jej zadaniem jest po prostu tam być, trwać i być dokładnie taką, jaką ją stworzono. 

   Być, trwać i rosnąć, nie przejmować się i nie martwić, że widać.


niedziela, 20 grudnia 2020

Pacjent w stanie niestabilnym

 Kto by pomyślał, że to bedzie takie trudne i bolesne.
 Kto by pomyślał, że znajdę w sobie odwagę na to, by się tak mocno odsłonić z własnymi uczuciami (swoją drogą nie wiedziałam nawet, że te uczucia są tak silne i skumulowane we mnie w przedziwny sposób).
 Kto by pomyślał, że świadomie zadecyduję, by ktoś obecny w moim życiu z dziesięć lat właśnie z tego życia zniknie.
 Kto by pomyślał, że to będzie tak bolesne, prawie jakby umarł, nieobecny, niedostępny dla mnie.
 Kto by pomyślał, że będę się do tej nieobecności przyzwyczajać, aż stanie się naturalna. 
 Kto by pomyślał, że znienacka będzie mnie dopadać chęć na napisanie do niego.  
 Kto by pomyślał, że codziennie będę musiała sobie przypominać, że nie mogę tego zrobić, dla własnego dobra i zdrowienia.

Pacjent w stanie niestabilnym, ale rokuje na przeżycie.

środa, 25 listopada 2020

dzień szarego kota

   Dzień szarego kota w moim słowniku definiuje się jako taki czas, kiedy w zasadzie włóczę się między czterema ścianami ubrana w szary dres, a najlepszą receptą na niezrozumiałe uczucia, natrętne myśli i bezsilność ducha jest zwinięcie się w kłębek i przespanie wielu godzin, niezależnie od pory dnia i nocy. Ogólnie rzecz biorąc - próba zniknęcia, z założenia od podstaw nieudana i niemożliwa, ale chwilowo dająca ulgę i namiastkę spokoju i bezpieczeństwa. I w zasadzie niby nic, ale zmienia się struktura myśli, rytm serca nieco zwalnia, choć uczucia pozostają, jak wytrawione w ogniu. A potem mija mi ten dzień, dzień szarego kota, i przebieram się w siebie, prawie normalną, zwyczajną, taką jak zawsze. Jedynie gdzieś tam tuż pod powierzchnią serca tlą się spopielone emocje, zastygające uczucia.


 Listopad 2020

Sądziłem, że sprawy
toczą się zupełnie dobrze

Ale byłem w błędzie.
/John Ashbery w przekładzie Piotra Sommera/

czwartek, 2 lipca 2020

Dotknij mnie tam gdzie uważasz, że może być serce

  A może jednak nie... Bo chociaż Bitamina świetnie o tym śpiewa, to może bardzo boleć. Szczególnie jeśli sama nie jesteś pewna w jakim miejscu i kondycji to serce jest.
  A ostatnie dni do najłatwiejszych dla tego serca nie należą, do tego stopnia, że wczorajszej nocy praktycznie nie przespałam, za to na słuchawkach, w cichym mieszkaniu o trzeciej nad ranem słuchałam koncertu Dave Matthews Band i patrzyłam przez okno na padający deszcz. Generalnie polecam. Za to dziś wstałam po dwunastej by stwierdzić jedynie bezcelowość tego działania. 
  Tracę siły, nadzieję i kierunek. Jakby ktoś po raz kolejny zabrał mi mapę i kompas. Jakby już na szlaku po raz kolejny okazało się, że brakuje mi odpowiednich butów i wody, a generalnie mój plecak jest prawie pusty ale ciężki, bo w ramach okrutnego żartu ktoś wyciągnął wszystkie potrzebne rzeczy a zamiast nich naładował mi kamieni.  Więc znowu bezsilność, rezygnacja i poczucie bezsensu. ahoj przygodo!




niedziela, 21 czerwca 2020

doskonały dzień, podgłoście wiadomości

    "Czymże jest życie, jeśli nie szeregiem natchnionych szaleństw?  Trzeba tylko umieć je popełniać! A pierwszy warunek: nie pomijać żadnej sposobności, bo nie zdarzają się co dzień."       /George Bernard Shaw/
    Zaczynam dziś cytatem Shawa, bo było trochę szaleństw, i to właśnie natchnionych ;) Zaś Kortez, jak w tytule, zaśpiewałby, że to "doskonały dzień, podgłoście wiadomości".
    Pojechałyśmy z S. nad wodospady do Ingleton, cały pieszy szlak na 10 kilometrów pełen leśnych ścieżek, łąk z owcami, dróżek między skałami i mnóstwem szumiącej, spadającej kaskadami wody.. Bardzo piękny dzień, bez pośpiechu, z wielkim luzem i spokojem, bez spiny, z czasem na wszystko. Jedna z takich wycieczek, które naprawdę dają odpoczynek i frajdę z każdej chwili.
    Jadłyśmy lody na łące, moczyłyśmy stopy w rzece, zrywałyśmy kwiaty czarnego bzu (jutro zrobię z nich racuchy), zrobiłyśmy całą masę zdjęć, a do tego degustowałyśmy żółty ser na farmie i rwałyśmy tam lubczyk, którym później pachniało całe auto a na koniec jadłyśmy pyszny cheescake niespiesznie popijając mrożoną kawą nad bulwarami rzecznymi. A w domu długa kąpiel i spokojny wieczór. Ach! Taki dzień mógłby się zdarzać częściej, ot co.