wtorek, 31 marca 2015

reszty nie trzeba

   Czekanie ma swoją cenę. Płaci się walutą mieszaną: niepewnością, poddenerwowaniem, rozbudzoną nadzieją i zbyt wielką ilością myśli i uczuć. bo chciałabym by cena już była zapłacona, rachunek uiszczony, by można było pójść do domu z zamówieniem i jeść lody, przytulać i chodzić na spacery, spać na balkonie i opowiadać marzenia. jeździć na rowerze i próbować nowych smaków. cieszyć się jak wariaty na widok podwójnej tęczy i całować ostatnie kropelki deszczu. dzielić się ostatnim gryzem jabłka i leżeć na trawie czytając mądre książki lub patrząc na równie mądre chmury na niebie. 
   Widać jeszcze nie wydałam wszystkich drobnych.


   "Można przejść przez każde piekło, można przeżyć każdą tyranię, można wydostać się z każdego bagna i z każdej udręki, jeśli istnieje choć odrobina pewności czy choćby nadziei, że gdzieś istnieje człowiek, który chodzi tak samo jak ty, oddycha tak samo jak ty, tak samo cierpi, poszukuje czy walczy pozostając czystym." M. Hłasko, "Cmentarze"



marzec 2015, Warszawa



marzec 2015, Białystok





środa, 11 marca 2015

mała stabilizacja / wielka stagnacja

Tak brzmiał tytuł roboczy notki w mojej głowie. Tytuł został, treść się nieco zmieniła. 
Przychorowałam, i to srogo, bo od soboty się pozbierać nie bardzo potrafiłam. W poniedziałek pognałam do pracy wiedziona obowiązkiem i odpowiedzialnością, bo druga z nas miała wolne. ale we wtorek wolne miałam na szczęście ja, i do tego jeszcze bonusowy urlopowy dzisiejszy dzień (mam często wyrzuty sumienia, że jak ja mam wolne nadprogramowe to A. pracuje sama - i cieszę się ogromnie, że jest normalna i wyrozumiała- wszak lepiej wyleczyć i przyjść dzień potem, niż siedzieć w pracy a i tak pożytku ze mnie niewiele).  i te dwa dni wystarczyły, by mnie postawić na nogi. ba, nawet więcej - zresetowałam się, wyczyściłam dysk, i oto system zrestartowany pracuje ciszej, sprawniej by się wydawało, w sposób bardziej konkretny i efektywny. a potrzeba było tylko albo aż zwolnienia w czasie, dospania kilku godzin, normalnie zrobionego samodzielnie obiadu, wypicia paru herbat i wyklarowania myśli, oraz ukoronowania tegoż czasu czyli wanny z gorącą wodą i dodatkami w blasku świec. o tak o. i zadziałało to na mnie nadzwyczaj dobrze - pozbierałam się do całości, wyostrzyłam wzrok na najbliższą przyszłość i mam siły ruszać dalej. 
ale ale - ze zdziwieniem muszę przyznać, że jestem swego rodzaju pracoholiczką. nie ma się z czego śmiać, bo jak widać nie trzeba pracować w korpo by mieć z tym problem - wystarczy mieć domową pracownię handmade'ów. i tak wracając z regularnej pracy wchodziłam do domu i nie robiłam nic innego, jak pracowałam dalej, nad kolejnym projektem. i to jest zuo, tak właśnie. to jest właśnie moja mała stabilizacja - wszystko tak samo, niby z poczuciem bezpieczeństwa ale bez dobrego paliwa. bo jasne, że cieszę się z nowej bransoletki, pięknych kolczyków czy kolii, które to wyszły spod moich rąk i radują innych, ale to przecież nie jest pełnowartościowe paliwo, na którym dojadę dalej, do celów większych niż tylko zarabianie na utrzymanie. i to jest właśnie moja wielka stagnacja - bo niby wszystko ok, znowu na właściwych torach, a tak naprawdę wyniszczam siebie, nie odżywiam się dobrze tylko jakkolwiek, nie rozwijam czytając książki czy poznając coś nowego tylko tłukę kolejny serial bo łatwiej się przy nim pracuje. schowały się priorytety i rzeczy ważne, a na pierwszy plan wyszły krzykliwie ubrane duperełki, uśmiechające się nienaturalnie umalowanymi ustami i potakujące, że niby wszystko jest ok. ano nie jest najwidoczniej, sporo moje ciało padło na kilka dni. i ciężko było to z siebie zmyć, zdjąć. na szczęście mam skuteczne metody demakijażu i demaskowania tego wszystkiego, co jest nieprawdziwe i niedobre dla mnie samej. 
pora najwyższa powalczyć o dobre życie.

niedziela, 8 marca 2015

absolutnie chora

Jestem chora. Absolutnie. Od wczoraj przespałam chyba z 18 godzin, i niby jest lepiej, ale ewidentnie wychodzi ze mnie choróbsko. Do tego jestem z jednej strony rozradowana postawą przyjaciół, od których dostałam obiad (z dostawą pod drzwi!), a z drugiej strony zażenowana postawą innych, którzy mieli coś załatwić ale tego nie zrobili, przez co na mojej głowie ciągle spoczywa załatwienie kilku spraw, i to zdalnie z domu :( jestem smutna,  chora i zrezygnowana. I wiem jedno - żadna z nas nie powinna się tak czuć w dzień kobiet. Dziękuję, idę spać dalej. 

sobota, 7 marca 2015

a miało być tak pięknie

taaak. w mojej głowie są dwie piękne notki. jest tylko jedno ale - właśnie ostatkiem sił pożeram kanapkę z czosnkiem, za chwilę popiję ją fervexem, i na deser jeszcze czeka herbata z miodem, imbirem, cytryną i czym tam jeszcze. prawdopodobnie za chwilę po prostu pójdę spać, natarta jakimiś cudownymi nalewkami od przyjaciół. taki czas mnie spotkał. przesilenia. chociaż też myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć ;)   

ps. mimo to wieczór był piękny: gdyby ktoś rano mnie spytał to bym w życiu nie zgadła, że dwie godziny temu będę siedzieć na wygodnej kanapie, zajadać gałeczkę pysznych lodów i grać z pewnym młodym w warcaby. do tego dobra muzyka, jakaś bossa nova. i powoli płynąca rozmowa z przyjaciółmi. doskonały czas. i tak, tak właśnie jest - poprzeplatane, dobra kawa i kaszel, piękna adoracja Jezusa w kaplicy wspólnotowej i zimny powrót z gorączką. radość rozmawiania i chwilowy stan prawie usypiania na stojąco. taki czas.



Białystok, kwiecień 2014