środa, 29 października 2014

w drogę!

ach, jak cudownie jest pakować się na wyjazd. wychodzi na to, że wraz z wiekiem nabyłam również umiejętność pakowania się w najmniejszy z możliwych bagaży. że niewiele mi trzeba. ale ta radość, ta podskórna nadzieja, pulsująca w żyłach... dobrze jest wracać tam, gdzie było nam dobrze, gdzie byliśmy bezpieczni. zatem wracam tam. na kilka dni.



Lublin, grudzień 2011

chciej!

mmm, tak w skrócie jak w tytule :)  
ciągle tyle dobrego się w moim życiu wydarza, aż nie nadążam z zapamiętywaniem wszystkiego - nawet ostatnio tak podsumowałam, że przecież i tak nie pamiętamy. niestety ucieka nam wiele, jakieś pojedyncze wydarzenia potrafimy przywoływać z pamięci, ale to nadal niewiele. i jedyne co nam pozostaje, to jedynie świadomość i poczucie dobrze przeżytego życia, lub odwrotnie: poczucie straconego czasu i żałowania rzeczy, których się nie zrobiło z takich czy innych powodów. i skoro to nam zostaje, to możemy jedynie zatroszczyć się o składowego tego poczucia - możemy powalczyć o elementy tej układanki, radować się każdym dniem i troskliwie pielęgnować dobro w nas i wokół nas. po prostu. 

ps. tytuł wzięty z dzisiejszej rozmowy -jak dobrze było spotkać M. w Astorii, zjeść późny obiad w towarzystwie ("jak wspaniale Cię widzieć, jak strasznie jest jeść samemu") porozmawiać o życiu i niespodziewanie otrzymać paczkę kawy zbożowej Anatol :D ("weź, dlaczego nie chcesz wziąć? chciej! chciej! jest Twój") zatem chciej. chciej więcej, tego niespodziewanego, pięknego, dobrego, zapierającego dech w piersiach, wywołującego dreszcz zachwytu, miłego,wspaniałego. chciej tego wszystkiego, co w tym życiu jest najlepsze!

ps2. obiecuję sobie, ale jednak tu publicznie: będę regularniej pisać. tak będzie ;)




Białystok, wrzesień 2014

czwartek, 16 października 2014

a bo mi spacja nie działa jaktrzeba...

Przed chwilą z fejsbukowej rozmowy wyszedł tytuł tego posta. tak przypadkiem,  ale pasuje jak ulał jako metafora. Wchodząc po schodach do mieszkania myślałam o tym, ile mam zaległości. w pisaniu tutaj, w robieniu, w kontaktach z ludźmi, we własnych marzeniach i planach, w realizowaniu tego, czego pragnę. Przekręcając klucz w drzwiach urosło we mnie postanowienie, że dziś napiszę tu.  cokolwiek, choćby i niedługiego. ale coś, co mi pozwoli wrócić. ale w międzyczasie coś na fejsbuku się dzieje, a to telefon dzwoni, a to może coś bym zjadła, bo przecież od obiadu minęło czasu tyle i trochę. ciągle coś. i mam wrażenie, że tak niedziałająca spacja to coś więcej niż tylko część w komputerze. że mam w sobie taką trochę popsutą spację, że ostatnio za często nie ma przerw między słowami, działaniami, myślami. że brakuje powietrza, by złapać oddech i właściwy rytm. jest tyle historii, tyle rzeczy które się wydarzyło, a równocześnie nie ma między nimi przerw, i nie potrafię odnaleźć rozdzielenia słów, miejsc podziału, odstępów. wszystko się zlewa w jeden ciąg znaków. i ciężko znaleźć początek czy koniec, nie wspominając już o przerwach.




wtorek, 7 października 2014

"Mam takie zmęczone serce.” Markus Zusak

Przyznaję, że tak. że zmęczone mam serce. czekaniem. mam w sobie niezliczone armie myśli, maszerujących niestrudzenie w tę i z powrotem, jak gdyby nigdy nic. to w głowie, a w sercu...kolejne armie uczuć atakujące ostatnie bastiony zdrowego rozsądku. nie wiem czy ta wojna już dawno nie jest przegrana.
a poza tym...poza tak wiele się dzieje!
- byłam u dziadków (o tym osobno jak ogarnę rzeczywistość)
- nie przystąpiłam do grupy, do wstąpienia której przygotowywałam się przez ten rok. nadal kandyduję (i o dziwo gdy podejmowałam decyzję było mi niezmiernie trudno. ale faktycznie, im dłuższy czas od tego wydarzenia mija, tym bardziej jestem tego pewna, że postąpiłam słusznie i w zgodzie ze swoim sumieniem)
- nauczyłam się nowej techniki handmade'owej (kolczyki wychodzą prze-fajne, ale najfajniejsze jest to uczucie, że jeszcze nie wszystko umiem, że ciągle tyle możliwości przede mną, tyle form i kombinacji do odkrycia)
-  kolejny tydzień w pracy
- przesunięta obrona pracy magisterskiej (przyjęłam to ze spokojem, bo niewiele w tej dziedzinie może mnie już zdziwić)
- w ten weekend byłam wolontariuszką na warsztatach muzycznych (najbardziej chyba cieszę się z tego, że mogłam focić - bieganie z aparatem i patrzenie przez obiektyw na tych pięknych ludzi, którzy wręcz promienieli duchową radością i mocą...bezcenne)
-  on, który mówi mi takie dziwne rzeczy...no bo w sumie to totalnie niedorzeczne sytuacje są. i nie wiem co mam z tym fantem zrobić. najmądrzejsze co mogę, to chyba jedynie czekać. po prostu czekać. przy okazji żyjąc własnym życiem.



Białystok, październik 2014