czwartek, 20 marca 2014

ta'jest, pani kierowniczko!

miało być dużo i ładnie napisane. miało podnosić na duchu, radować serce i dodawać sił na kolejne dni. 
a ja po prostu jestem wyczerpana. czuję się do szpiku kości zmęczona, a oczy bolą mnie od patrzenia, mrugania i płaczu. chciałabym być jak te panele słoneczne, które ładują się promieniami słońca. tyle że i słońca nie ma w ostatnich dniach tutaj. idę spać. padam na nos. i nie w poduszkę, tylko w twarde drewno stołu. ale jest wyłom. czuję, że coś się kruszy i z tego będzie nowe. ta'jest, pani kierowniczko!

Białystok, marzec 2009

i jeszcze na koniec, niech będzie, że trochę bardziej optymistycznie:
"Najciężej jest ruszyć. Nie dojść ale ruszyć. Bo ten pierwszy krok nie jest krokiem nóg, lecz serca. To serce najpierw rusza, a dopiero nogi za nim zaczynają iść. " Wiesław Myśliwski

Darłówko, lipiec 2010

poniedziałek, 3 marca 2014

tańczę samodzielnie

nooo. tytuł to tekst wczorajszego wieczoru - w rozmowie z S. chodziło mi o to, że w tym tygodniu okazało się, że nie potrafię tańczyć w parze, z partnerem. że potrafię tańczyć tylko pojedynczo, sama, a wyszło że tańczę samodzielnie. nooo, samodzielnie ;) 
ogólnie to bawi mnie to i tyle, ale jednak jest też druga strona medalu - kilka razy zostałam poproszona do tańca na wtorkowym karaoke, na które całą chmarą się wybraliśmy po spotkaniu. i co? i za każdym razem mnie paraliżowało. dosłownie. po pytaniu o taniec moje oczy coraz bardziej się rozszerzały (pewnie źrenice panicznie reagowały jak u schwytanej antylopy), ciało całe sztywniało a głowa z uporem maniaka kręciła się w zaprzeczeniu. no i tyle, tak się skończyły podchody znajomych i nieznajomych odważnych ryzykantów. ok - mile zaskoczyło mnie to, że byli w tym gronie śmiałków też nieznajomi - czyli nie wszystkim mogę przypisać to, że chcieli ze mną tańczyć z litości/obowiązku czy jakiegokolwiek innego koleżeńskiego powodu. no. ale jedno jest pewne - zdziczałam całkowicie. dzikus, no po prostu dzikus, żeby tak reagować na, zdawać by się mogło, normalną sytuację społeczno-towarzyską. i to jest u mnie chyba tak, jak ze zdjęciami - nie każdemu dam się sfotografować. muszę tej osobie bardzo ufać, by pozwolić wycelować we mnie obiektyw (a już portretówka to w ogóle!), i to samo tyczy się tańca.... no cóż. myślę sobie, że to kolejne miejsce do zmian, kolejne wyzwanie do pokonania samej siebie.

 Białystok, kwiecień 2008 

Poznań, marzec 2009