czwartek, 31 października 2013

drobiazgi, czyli reszty nie trzeba

  szybko. wszystko się dzieje szybko, że nie ma chwili by pomyśleć dłużej, a mimo to wiele zapada w pamięć, negatyw obrazu odbija się  automatycznie w głowie, wszystko ląduje w odpowiedniej szufladzie z określoną fiszką i tagami. 
  a mimo to łatwo ucieka, znika z pierwszego planu, bo już oto pojawia się następne, nowe, zajmuje miejsce, reszta przemieszcza się w zastraszającym tempie w tło, blaknie i traci ostrość. tak żyjemy, taki mamy świat teraz. tak już jest. ale póki pamiętam, dopóki jestem w  stanie wrócić, zapisać, utrwalić - tak właśnie chcę.

perełki z ostatnich dni:

  • pan w obściślaczkach na rowerze, który mnie niesamowicie rozbawił
  • herbata z pędów malinowych (które dostałam od znajomego leśniczego ;)), koniecznie w zestawie z miodem z Suwalszczyzny (też skombinowanym przez znajomą rodzinę:))
  • wyczaiłam w jakim drzewie ma dziuplę pewna neurotyczna wiewiórka (możecie się śmiać - kilka razy na spacerze w parku (etat niania) przyłapałam tą wiewiórę na tym, że potrafiła kilka minut się mi przyglądać - serio!)
  • mały chłopczyk w kościele, który podszedł właściwie do wszystkich siedzących w ławkach w głównej nawie i podawał rękę na znak pokoju (trochę mu to zajęło, ale obraz mega ujmujący. na marginesie dodam, że księża chyba też załapali piękno tego zdarzenia - po mszy pożegnali się z tym chłopczykiem, machali mu rękami i uśmiechali się jak dzieci)
  • tekst U. o tym, że czasem zimno w ludziach. U: bo mają zepsuty termostat

jak przypomnę sobie jeszcze to dopiszę. a jakże. 



aula wydziału historyczno-socjologicznego, Białystok, maj 2009

piątek, 18 października 2013

Dla wszys­tkich star­czy miej­sca pod wiel­kim dachem nieba. (Edward Stachura)

pociągająca jestem. bardzo. pociągająca nosem. bierze mnie jesień, po całości mnie bierze. a że jestem ciężki przypadek do brania to tak sobie walczymy od kilku dni, ja i choróbsko. 
sporo robię sobie przymusowe odsiadywanie w domu to czemuż nie miałabym napisać nowego postu?
gdyby jednak ktoś się spodziewał, że będzie wesolutko, w tonie podnoszącym na duchu i motywującym pozytywnie do działania - to się zdziwi. zresztą, może w gorączce plotę od rzeczy. a dzisiejszy post będzie o....cmentarzach :) 
byłam w tym tygodniu na cmentarzu miejskim, gdzie jest pochowany mój przyjaciel. odszedł trzy lata temu, w niezrozumiałych dla mnie do tej pory okolicznościach. brakuje mi go, jego pokoju ducha i spokojnej radości, które miałam okazje poznać jako uczestnik i współtwórca różnych projektów fundacji; brakuje mi spokoju wypowiedzi i wiedzy, którą chętnie się dzielił jako prowadzący zajęcia na uczelni; brakuje mi jego osoby, wszystkiego co tworzyło go jako człowieka. zatem pojechałam na cmentarz, a że miałam w torbie aparat, więc skwapliwie z niego korzystałam strzelając pokątnie foty tu i tam, myśląc i myśląc, jaki to ten świat jest, kim jesteśmy wobec ogromu tajemnic życia i tak dalej, i tym podobne. wyszło z tego...słodko-gorzki miks, trochę poważny ale z dodatkiem uśmiechu. bo jak tu się nie uśmiechnąć do myśli, że nadzieja nie umiera nigdy




 bardzo podoba mi się światło i kolory jakie tam zastałam - standard, chyba zawsze, niezależnie od okoliczności, będę się cieszyć na widok takich liści i barw jakie są na drzewach w tle...mmm, chciałoby się w Bieszczady, oj chciałoby się...


 nigdy nie rozumiałam idei wykupowania sobie miejsc/kwater na cmentarzach - ok, ludzie się zabezpieczają, oswajają ze śmiercią, są różne argumenty i powody - ale to ciągle wywołuje we mnie taki...fatalizm, taką myśl, że już niewiele zostało z tego życia, że człowiek już taki przygotowany i w zasadzie oczekuje tylko i wyłącznie tego. no nie wiem, nie potrafię o tym myśleć inaczej.


drzewo życia, jak nic - wszystkie etapy na nim się mienią - od zieloności pełnej energii, przez żółte i pomarańczowe dojrzewanie, poprzez czerwoną dorosłość i brązowy schyłek... taaaak...ja wiem, jestem mistrzem w filozofowaniu ;) 


smutne. i boli. powstańcy, ludzie którzy walczyli o to, co najważniejsze i najcenniejsze - i co? 'eksmisja'? zasłużyli sobie na szacunek i spokój wieczny. a tu likwidacja. z powodu niewykupienia miejsca...niezrozumiałe dla mnie.


ludzie różne rzeczy wypisują na grobach bliskich - od "Bóg tak chciał" przez "spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą", po "kto żyje w sercu tych, którzy pozostają, nie umiera" i wiele innych (w zasadzie wybór jest nieograniczony, jak zauważyłam). ten napis nagrobny jest znaczący, bo jest umieszczony właśnie na tym szczególnym grobie, który odwiedzałam. niesie...emocje. i przekaz. 
(na marginesie: drażniły mnie te sentencje nagrobne w większości (być może znamienne jest fakt, że to był cmentarz miejski/komunalny - wiele osób tam pochowanych było niewierzących - a za tym iść może mała liczba wezwań do Boga. najmilszy napis jaki znalazłam i pod którym sama mogłabym się podpisać brzmiał: Magnificat anima mea Dominum :))     


to dodaje mi nadziei, bo mimo smutku, mimo tego, że coś się kończy, istnienie na tym świecie - to jest coś więcej, to jest w tym radość, bo za chwilę spotkamy Jego, i nie będzie już śmierci, bólu i smutku, bo będziemy z Nim :) 

środa, 16 października 2013

przerosło mnie serce, cały jestem wewnątrz (Rafał Wojaczek)

wcale nie śpię w łóżku sama. 
mam na to dowód - zdjęcie poniżej. 
tylko mimo wszystko tęsknię. za kimś. kto będzie.


Białystok, październik 2013



niedziela, 13 października 2013

a change is gonna come

dawno mnie tu nie było. trochę się działo, we mnie, wokół, tu i tam. ciągle się dzieje, ciągle się coś zmienia. w każdej nanosekundzie jestem innym człowiekiem, bezpowrotnie, permanentny stan istnienia. 
 rozmowy telefoniczne zajmują coraz więcej czasu. 
moje oczy są głodne obrazów jesieni, na które mogę patrzeć wciąż i wciąż, ciągle zafascynowana barwami z palety koron drzew. biegałam z aparatem po parku (pomimo pracy, ponieważ M. spała spokojnie w wózku, podczas gdy jej niania szczerząc zęby w niekontrolowanej radości pstrykała i pstrykała) 
spotkania z ludźmi nadal budują, rodzą nowe myśli, emocje i przekonania.
poszukiwania swojej drogi przybiera kolejne formy; dojrzewają nowe decyzje, modyfikacjom poddawane są stare.

ciągle coś mi się przypomina. jakaś anegdotka, wydarzenie, historyjka, wspomnienie związane z kimś (M. wyjeżdża na drugi koniec Polski - szalenie wiele mi się przypominało z naszych wspólnych przeżyć, i jak rzekła Cristina Yang o Meredith Grey z Chirurgów: "She's my person"). przy okazji od razu też przypomina mi się osoba, którą byłam wcześniej - odważna, niebojąca się podjęcia ryzyka i przygód, motywująca wszystkich i siebie do działania, wiecznie szukająca rozwiązania kłopotów i potrafiąca przetrwać najgorsze z myślą, że to minie i będzie lepiej. rzucająca się w wir wydarzeń, oddychająca pełną piersią i rozglądająca się za kolejną ciekawą rzeczą do nauczenia się, zrobienia, wypróbowania. tęsknię za tą osobą. dla jasności: nie żałuję tego, jaka jestem teraz, kim jestem teraz. nie, jest ok, w porządku, dojrzałam, nauczyłam się wiele nowego, zmieniłam się (a co najważniejsze dla mnie- nawróciłam, ale o tym innym razem). nie żałuję, tylko tęsknię za pewnymi cechami. przecież one tam gdzieś w środku są, zakurzone, może nieco mniejsze niż kiedyś, może bardziej wyblakłe wytarte na brzegach, ale są. muszę je odnaleźć. w końcu zmiany, wszędzie i ciągle zmiany... 

Białystok, maj 2012




I keep feeling smaller and smaller 

I need my girl
I need my girl...

sobota, 12 października 2013

Autumn, yeah!

tylko zdjęcia. co się będę rozpisywać, jak i tak wiadomo, że tu chodzi o obraz. no może jeszcze bonusowo piosenka: 









wszystkie zdjęcia:
 Białystok, październik 2013