poniedziałek, 30 września 2013

Kiedy leżę, nie nadaję się do wstania. (Miron Białoszewski)

Miało być radośnie, do podniesienia na duchu, z optymizmem na przyszłość, z lekkim spojrzeniem i pocieszająco. miało być.
cała niedziela jednak była tak paskudna, jak rzadko kiedy. wszystko się waliło na łeb na szyję, że w zasadzie już tylko pozostało mi czekać i patrzeć, co wybuchnie i rozsypie się następne w kolejności, by móc zakrzyknąć zrezygnowanym głosem: "cóż za piękna katastrofa!" i tak wciąż i wciąż, jak domino, ruszone z jednej strony, pędzące dalej, kostka po kostce do nieskończoności. oooo tak, optymizmu to tam nie było za grosz a nawet i złamanego centa nikt by nie rzucił.
ale ten dzień się skończył. marnie, bo marnie, ale przeszedł do historii. i czasem zdarzają się takie dni, i takie noce też się zdarzają, że trzeba je przetrwać, przeczekać je trzeba. zamknąć oczy i oddychać, skupiając się na kolejnym wypuszczeniu powietrza. i jeszcze raz, powoli wciągnąć powietrze do płuc i trzymać się w ryzach jedną myślą, że mija kolejna sekunda, i że za chwilę nie będzie następnej, i że to minie, i nie wróci, i nastanie nowe. a teraz chwilowo nieczynne, przepraszamy za usterki. zapraszamy jutro, otworzymy z rana. 




Darłówko, lipiec 2009

środa, 25 września 2013

keep your head up, keep your heart strong!

jest dobrze. czuję, że ten rok (formacyjny, bo akademicki już jest nie dla mnie) będzie bardzo dobry. czuję to w kościach, czuję to pod powiekami, czuję każdą komórką ciała. będzie dobry, nie dlatego, że ja teraz raptem stałam się jakaś wybitna, fenomenalna, cudowna i ponad formę. ja wiem, że to łaska, że niczym sobie nie zasłużyłam na taki stan rzeczy. a jednak za każdym razem gdy spojrzę na chwilę wstecz, to widzę, że wbrew wszelkim prawdopodobieństwom, obawom i czarnym scenariuszom (co więcej - wbrew logicznej kolei rzeczy) wszystko się jakoś dobrze układa. 
więc żyję sobie dniem dzisiejszym, czystą teraźniejszością z wdzięcznością patrząc na dany mi do przeżycia czas. jest dobrze. będzie dobrze :) 





Białystok, kwiecień 2013

piątek, 6 września 2013

zaczarowana dorożka, zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń...

   wyobraź sobie, że wracasz późnym wieczorem do domu, czekasz na autobus, centrum miasta, ale wygląda jakby było opuszczone przez żywych - rozkopane, bo gdzie się nie rozejrzysz wszędzie wiele robót drogowych  - pieniądze unijne trzeba wydać, najlepiej wszystkie w tym samym czasie - więc mieszkańcy będą omijać remontowane centrum szerokim łukiem. i rzeczywiście, tu i ówdzie szybko znikają w cieniach przechodnie, spieszący do domów i własnych spraw. światła latarń palą się gdzieniegdzie, przestrzeń pusta i dziurawa, pełna niespodziewanych rozkopów i pułapek, czyhających na odważnych, którzy zdecydują się przejść. i nie wiadomo skąd rozlega się piękne gwizdanie, jak świergot ptaka - tak myślisz na początku. ale świergot narasta, zmienia się i raptem odkrywasz melodię, która płynie w plamach światła, melodię, która przedziera się przez beton i asfalt i przychodzi do człowieka delikatnie muskając policzki. i w końcu widzisz skąd dobiega gwizdana melodia - z ust cicho i spokojnie jadącego rowerem mężczyzny w czapce. jedzie tak majestatycznie i zwyczajnie zarazem, że zastanawiasz się czy przypadkiem nie płynie on w powietrzu swym pojazdem, sunie po trajektorii, którą przed chwilą wyznaczyła melodia. stoisz w zafascynowaniu, z szeroko otwartymi oczami i uszami, by nie uronić ani sekundy z tego widzenia, przecierasz oczy zafrapowany, myśląc czy to było przywidzenie, bo ów mężczyzna już zniknął za rogiem, już go tu nie ma, ale w powietrzu nadal brzmi oddalająca się właśnie świergotliwa melodia. melodia cichnie, ale twoje serce, wciąż zasłuchane, bije spokojniej. 

Ty to sobie wyobrażasz, a mnie to właśnie dziś spotkało. 
perełka nawleczona na sznur codziennych cudów.



Tykocin, sierpień 2013

czwartek, 5 września 2013

grateful

   o taaak. jestem dziś wdzięczna. tak wiele mam, tak wiele dostałam za nic. tak po prostu. od najprostszych rzeczy po najbardziej skomplikowane sprawy. tak wiele! i tak wiele przede mną! tak wiele do odkrycia, do zobaczenia, do przekonania się o tym czy owym, do poznawania nowego, do zmieniania starego... ;) czuję w tym ogromną wolność, prostotę podchodzenia do tego wszystkiego. tak trzeba. najlepsze w tym jest chyba to, że mam na to siłę. wiatr w żaglach, yeah! :) 

   ps. kilka dni temu w czasie rozmowy z pewnym księdzem rzuciłam w odpowiedzi hasło "ora et labora" i zostałam zapytana, czy tym się w życiu kieruję, czy to jest moje motto życiowe. a ja kurde nie wiem :)  znaczy wiem, że nie, że to (chyba) nie jest najważniejsza zasada mojego życia ale nie przychodzi mi żadna inna konkretna, jedyna. macie życiowe motto? ja nadal myślę nad swoim...



Kopna Góra, sierpień 2013

środa, 4 września 2013

ona...czyli ja?

   szybko ucieka każda chwila, niby zwykła codzienność, a potem zerkasz na kalendarz i widzisz, że minęło kilka dni, tydzień, i ze zdziwieniem odkrywasz, że już jest kolejny miesiąc. 
   znowu mamy wrzesień, i już nawet zaliczony pierwszy wieczór tej jesieni, kiedy chłód przenika wszystko wokół - założyłam ciepłe skarpetki, wciągnęłam sweter i otuliłam się kocem - nawet manewrowałam pokrętłem kaloryfera i dopiero po chwili dotarło do mnie, że jeszcze za wcześnie na sezon grzewczy. brr...winter is coming :> 
   w niedzielę był koncert wieńczący pewne warsztaty. wybrałam się, a i owszem. z torebką pod ręką, na obcasach. i już po pięciu minutach od wyjścia z domu zastanawiałam się dlaczego się tak ubrałam. przecież to zupełnie nie ja, ja chodzę w trampkach (albo  przynajmniej na płaskim obcasie), w wygodnych jeansach, z wielką torbą gdzie mieści się wszystko a nawet więcej. więc po cóż, pytam sama siebie, po cóż tak się męczyłam? skoro taka nie jestem, nie przystaję do tego wzorca, no to trudno, nie i już. mogę mieszać style, ubierać się w co chcę i kiedy chcę, wybierać wygodę ponad wygląd. mogę być sobą. tylko - pytanie finałowe naszego teleturnieju za pierdylion punktów: kim ja jestem? 



Kim jesteś, kogo w lustrze spotykasz co dzień 
Czego nie wiesz o sobie co wiesz, co kryje twoje serce
Kochanie nigdy nie jest za późno by żyć...