czwartek, 29 sierpnia 2013

prodżekt balkon

minęło mi pracowicie, robiłam, dłubałam i wyszło to oto  :) brak środków finansowych - więc wszystko właściwie wyszperane w domu. farba Montana Hardcore2 za 15 złociszy. uczciwie dodam, że za 4,50 kupiłam papierową taśmę klejącą do zabezpieczenia ram szafek. portfel lżejszy o 20 złotych i oto jest - balkon w nowym wydaniu. zamierzam się nim cieszyć do oporu, póki nie przyjdą srogie przymrozki :)

















a żeby było cudowniej dziś to podczas focenia efektów miałam na balkonie gościa :) pięknie się ten motyl komponował w tym wszystkim :) 

Białystok, sierpień 2013


środa, 28 sierpnia 2013

"za stary jestem dla pani...ale umówiłbym się!" :)

mężczyźni komplementują tak topornie, że nawet nie wiesz, że to komplement, a jak już się zorientujesz i dostaniesz takim tekstem, to jak obuchem w łeb :) 

dziś cudowna rozmowa ze starszym mężczyzną o męskiej odwadze; o odwadze z kieliszka i braku takiej zwyczajnej, na co dzień. no bo i co z tego, że ci odmówi? co z tego, że dostaniesz kosza? kto ma podejść - ona? ciągle powtarzam kumplom, że mądra kobieta, nawet mimo tego, że ci odmówi to nie zrani przy tym, a jedynie doceni to, że się odważyłeś. jeśli postąpi inaczej - nie była warta twojego wysiłku. proste. dziś ominęło mnie odmówienie, bo się gość nie odważył - jego strata ;) 

poza tym... mój balkonowy projekt powinnam nazwać "Jak zostałam smerfem", bo kolor jest... interesujący ;) mogłaby być ciemniejsza ta farba, ale cóż - pierwszy raz jestem graficiarzem ;)  no nic. wyschnie, dokończę, to pokażę co wyszło. 
dobrego!



Białystok, sierpień 2013

wtorek, 27 sierpnia 2013

booooli? dobrze, tak ma być, znaczy że pracuje i działa! i jeszcze raz!

  tak mawiał nasz trener klasy sportowej za każdym razem, gdy tylko jęczeliśmy że ciężko i że boli (rzeczywiście bolało - ćwiczenia na treningu miały to do siebie, że po 3 minutach napięcia nóg i całego ciała, miało się wrażenie że mięśnie pękają i coś się w nich rwie...) mimo to - za każdym kolejnym razem było inaczej, może odrobinę łatwiej. to tak tytułem wstępu.

  byłam głodna więc...kupiłam sobie chipsy. prawda, że to oczywiste? :> jak strasznie trudno wyjść ze starych nawyków, z myślenia, postępowania. ciągnie do durnych rozwiązań, szkodliwych zwyczajów, nierozważnych działań. to jest prostsze niż pomyślenie o czymś najpierw, zastanowienie się, podjęcie decyzji, która nie jest spełnieniem zachcianki a jest decyzją bazującą na logicznych argumentach i tym, co dla nas dobre. to nie jest łatwa droga, wymaga wysiłku. i nawet może nie wychodzić co jakiś czas, mogę upadać, potykać się, wracać na stare ścieżki - tak będzie, bo jestem tylko człowiekiem. ale Augustyn powiedział, że dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą. jesteś? 

   mocny tydzień za mną, cała lawina przemyśleń i planów, pomysłów co robić ze sobą, co zacząć a za co się nie brać, co kontynuować i kim być, po prostu. kilka decyzji i kilka marzeń. ciekawe nie czy się uda, ale co się uda.

  pękł mój ulubiony kubek herbaciany (proszę się nie śmiać, tak - mam ulubione kubki do herbaty, inne do kawy, lubię spać w określonych pozycjach i nosić wyciągnięte swetry i bluzy, mam kilka książek do których jestem przywiązana i nie lubię jak ktoś zmienia miejsca położenia moich rzeczy, na przykład cienkopisów czy pędzli). pękł. ale czy to koniec świata? nie, będą inne, kolejne, kupione, ofiarowane, dzielone na pół z kimś, odziedziczone. i to jest właśnie to - wszystko się zmienia, pytanie jak na to patrzysz. możesz odpuścić i zrezygnowany ciągnąć się za tymi zmianami, jęczeć nad pękniętym kubkiem i wkurzać się na świat. możesz też z radosnym zaskoczeniem iść krok za krokiem ze zmianami u boku, samemu decydując co zrobisz z tym co masz i co się zmieni ;)


Białystok, sierpień 2013


   kiedyś na szkoleniu usłyszałam historyjkę o ogniu, który każdy z nas w sobie ma - jedni idą i podpalają strzechy, zostawiając za sobą popioły, a drudzy - drudzy niosą pochodnie, od których zapalane są ogniska, gdzie grzeją się inni ludzie, zapalają kolejne pochodnie, dają iskierkę światła na to, co ciemne; rozpalają innych, przez co na świecie robi się jaśniej. do których ludzi należysz? 


Puszcza Knyszyńska, wrzesień 2012

środa, 21 sierpnia 2013

Jak wspaniale, mimo wszystko!

Ja wanna, ja wanna, czy mnie słyszycie? :) długa kąpiel potrafi pomóc zmęczonemu ciału, a gdy jeszcze do kompletu dołoży się zapalone świece to woda i ogień rozjaśnią myśli.
  dziś, tak jak wczoraj pojechałam na roboty :P zwyczajnie, wspólnota podejmuje kolejne dzieło i potrzebne są wyremontowane budynki - rzecz w tym, że teraz na zewnątrz leżą hałdy gruzu. więc popołudniami pomagamy pakując cegła po cegle, na kolejne taczki, ładując kontenery. i wspaniałe jest to, że choć wracam zmęczona a na pośladkach mam zakwasy, to po łepetynie kołacze myśl, że jest dobrze. że tak powinno być, że zrobiłam coś dobrego. praca fizyczna przynosi niesamowitą satysfakcję. po prostu idziesz i robisz to, co jest właściwe i potrzebne na teraz, na daną chwilę. i tak chyba trzeba do życia podchodzić - robić to, co ważne i dobre, by potem - choć bywało ciężko i pokonać trzeba było różne trudności - móc powiedzieć za Pippi Langstrumpf: "Jak wspaniale jest żyć, mimo wszystko!"


Czuły Barbarzyńca, Warszawa, luty 2011

Sztuka niewysyłania wiadomości

   Pan Ochocki sponsoruje dziś tytuł postu, który pasuje jak ulał. 
   Ooo nie, jeszcze nie opanowałam sztuki niewysyłania wiadomości, nie walczenia o kogoś, a cierpliwego czekania. 
   Czekać na odpowiedź sms kilka godzin (a czasem noc czy kilka dni) to nie dla mnie, to jednak zbyt wiele. ja tak nie mogę, za bardzo się męczę. więc dziękuję, rezygnuję, pas, nie wezmę udziału w tym wyścigu. nie znam się, nie czaję. zbyt intensywne emocje nie adekwatne do wszystkiego. więc zawieszam wszelkie działania, bo jeśli coś ma się stać i być - to będzie, ale bez mojego ciągłego aktywnego wyprzedzania rzeczywistości. bo jeśli postanawiam sobie NIE pisać, NIE wychodzić do przodu, NIE angażować się, to gdy nie jestem wierna swoim postanowieniom -  jak inni mają mnie odbierać? tu chodzi o szacunek do samej siebie, o to by spojrzeć w lustro i móc powiedzieć - było ciężko, ale cholernie warto! 
  bo jestem warta walczenia o siebie samą i tego, by ktoś walczył o mnie. 



Białystok, wrzesień 2011

ps. dziś tu deszczowo a w głośnikach Katarzyna Groniec... Jesień już nawet nie puka delikatnie do drzwi, o nie, ona już energicznie szarpie za klamkę. 

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

spokojnie, to tylko kolejny dzień




Supraśl, sierpień 2013


Keep the earth below my feet
For all my sweat, my blood runs weak
Let me learn from where I have been
Keep my eyes to serve and hands to learn
Keep my eyes to serve and hands to learn




czwartek, 15 sierpnia 2013

masz czas do końca życia

tytuł jest tekstem z wczoraj, zapożyczonym od U. Ma rację. na wszystko mamy czas do końca życia, na westchnienia że pięknie wokół, na śmiech pełną piersią, na czułość wylewającą się z oczu, na tęsknotę prosto z serca, na zasłuchanie w uroczej melodii, na wszystko. cała rzecz w tym, by nie liczyć na jutro tylko żyć dzisiaj, żyć najlepiej jak tylko się da. Stachura ciągle mi o tym przypomina, gdy tylko sięgam po jego teksty. 

Przez kilka dni miałam tu Przyjaciela, z którym dzielę już całkiem sporo wspomnień i myśli. 
wszystko miało sens, wszystko miało swoje miejsce, wszystko było warte przeżycia.
taka mozaika z drobnych szkiełek, a wszystkie tak samo ważne. szkiełka do doklejenia z ostatniego tygodnia:
> kierowca autobusu śpiewająca pod nosem piosenkę z radia
> noc na balkonie, spanie na kanapie
> "wyrywanie się do czegoś" i "wyrywanie go"
> klucz szybujących bocianów nad Suchowolą
> włóczenie się i fotografowanie w Tykocinie
> posługiwanie na trzydniowych śpiewem w czasie uwielbień, dużo radości i wolności
> nocna jazda rowerami po mieście oraz jazda synchroniczna na dwa rowery i trzy pary rolek
> przepyszne lody na rynku miejskim i uliczni muzycy grający 'Wonderful world' Armstronga
> spadające perseidy w szczerym polu w nocy
> pomost na jeziorze Serwy i to niesamowite poczucie spokoju i spełnienia


fragment pracy Hanny Kossakowskiej z wystawy Wypiski z niepamięci, Tykocin 2013



Upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być codziennym zdumieniem...


czwartek, 8 sierpnia 2013

piękne mamy tropiki tego lata

nic się nie chce. nic. leżeć i milczeć, spać i nie ruszać się. powietrze stoi, tak samo jak każda nowa myśl w głowie. wieczór dopiero przynosi orzeźwienie i świeżość. i człowiek po cichu oddycha, próbując odgadnąć, co mu się tam tliło w dzień.


maj 2013, Warszawa

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

bo nieodwaga lepiej brzmi

jak to jest z tym strachem i brakiem odwagi by czynić pierwszy i kolejny krok? że się człowiek tak potrafi zmieszać, stracić jakiekolwiek, choćby nikłe pokłady wiary i pewności siebie? przestraszyć się wysłania smsa, otrzymania odpowiedzi, odebranego telefonu czy zaproszenia na kawę?
ja wiem, ja wiem, że to wszystko siedzi w środku, w człowieku. i jak rdza, koroduje powoli, sprawiając, że tak trudno jest zaryzykować, zaufać i zrobić coś. i wystarczy chwila by z wysiłkiem odbudowaną śmiałość i ledwie się trzymającą pewność siebie zburzyć, roztrzaskać na kawałeczki, które potem znów mozolnie i z trudem zbiera się powoli, z palącym zawstydzeniem na twarzy i myślą w głowie, by jak najszybciej uciekać i się schować. 
dziś jest taka noc. z nieodpisanym smsem i zawstydzeniem w oczach.



warszawskie zdjęcie z tego roku, zrobione w czasie niespodziewanej ulewy. 
tu zabrakło odwagi by wcześniej wyciągnąć aparat i strzelić piękne zdjęcia przemoczonych ludzi. na niewielkie pocieszenie została ta fota, rozmazana, niewyraźna, nieskadrowana. 

sobota, 3 sierpnia 2013

powroty


dziś będzie tylko jedno zdjęcie. i jedna piosenka. Ben śpiewa i kołysze do snu. jest dobrze. wróciłam do siebie, i nie dotyczy to stwierdzenie tylko fizycznego miejsca i przemieszczania się. jest inaczej, we mnie jest inaczej, po tygodniu spędzonym z Bogiem, innymi ludźmi i samą sobą. czuję się taka, jaka powinnam, we właściwym miejscu i właściwym czasie. owszem, jest nieodwaga i pragnienia, marzenia i niespełnienia. ale już sobie ustaliłam deal z Tym na górze. On wie o wszystkim, a ja i tak zamierzam Mu często i namolnie przypominać o tym, co we mnie jest i czego jeszcze nie ma, a co tylko On potrafi zmienić. będzie dobrze. już trochę jest. oddychaj.