niedziela, 31 maja 2015

szukaj przygody nim wszystko przeminie

   Turnau sobie tak śpiewał, pamiętam. Lubiłam te piosenki, ten czas. Trochę się zapowiada na powroty do intensywności, czerpania pełnymi garściami, zapychania sobie buzi całymi garściami czereśni, ubrudzonych stóp w sandałach, muzyki w nocy i przesiadywania na balkonie. Już się dużo dzieje, i chyba przez ten nadmiar emocji i myśli, i uczuć i wydarzeń, najzwyczajniej w świecie ciężko składnie i po kolei o tym mówić. Będzie zatem skrót ostatniego sezonu:

  • nie dość, że byłam za darmo z koleżanką w kinie, to jeszcze potem znalazłyśmy w sumie 80 złotych
  • jeżdżę nałogowo rowerem
  • śpiewam wszędzie uwielbiając Boga
  • a wspominałam już,  że byłam w Anglii? :)
   Ano właśnie, to chyba największy news ostatniego czasu. W lutym rozmawiałyśmy o tym z koleżanką, a potem jakoś tak wyszło, że pomimo mojego niedowierzania okazało się, że dostanę wolne w tym terminie, i kasy wystarczy na bilety, i wszystko jakoś się tak doskonale składa do wyjazdu. Toteż pojechałam, na majówkę dokładnie. i było tak cudownie, że nie potrafię o tym składnie i z sensem opowiadać. Działy się tam cuda, najprostsze i najzwyczajniejsze, miłość w czystej postaci. 











   Dziś z kolei byłam w lesie. Poszłyśmy z koleżanką na... zbieranie młodych pędów sosnowych. Podobno można z tego uczynić jakiś super świetny syrop, toteż zamarzyło mi się spróbować. Wybrałyśmy się do lasu - i nie żałuję. Te kilka godzin wśród drzew wystarczyło, by się zresetować. Stąd też decyzja, by uskuteczniać podróże małe i duże, cieszyć się życiem dopóki jest mi dane. A na razie mam w pokoju masę zielonych miękkich igiełek, które suszą się i pachną w całym pokoju...dobrze się będzie spało.


i jeszcze nowi Mumfordzi tak ładnie brzmią po nocy: