środa, 29 stycznia 2014

Raz w życiu pomyliły mi się kroki i od tego czasu chodzę krzywo. (Marek Hłasko)

mmmmhm. zastanawiam się kiedy to minie. bo minąć musi. ta moja bezradność życiowa (przy mgrze i relacjach najbardziej), ta nieporadność w tym, co trzeba zrobić, to nieudane próbowanie wracania do tego wszystkiego, kim byłam i co potrafiłam. cholera, mam 27 lat. kryzys, w tym wieku, serio? wyśmiałabym, gdyby ktoś mi to powiedział pięć lat temu.  
walczę, choć moja armia jest zdziesiątkowana przez wrogie siły. walczę, choć w sztabie dowodzącym napięta atmosfera i brak motywacji. walczę, choć noc jest ciemna i nie widać kierunku i potykam się co chwila. walczę, bo wstanie świt. i ja wraz z nim.



Białystok, marzec 2013

piątek, 24 stycznia 2014

miło mi cię poznać

jechałam dziś autobusem, wracając późno do domu. siedziałam sobie z tyłu, na poczwórnym siedzeniu, a obok mnie siedzieli młodzi bardzo ludzie, rozmawiając sobie swobodnie. o jakichś spotkaniach, o studenckich, o tym, że chłopak grał na gitarze choć nie miał na to za bardzo chęci, że wszyscy chorzy teraz, że krew oddać by można ale że kaszlący to będzie ban, na miesiąc odeślą z kwitkiem. i niby nic, niby o banałach, ale im dłużej jechałam, tym bardziej miałam ochotę w tą ich rozmowę się włączyć i poznać ich bliżej. tak po prostu kołatało mi w głowie: ciekawi ludzie ;)  
i tak sobie tylko myślę: czy ja jestem taką osobą? czy ktoś siedząc obok mnie w autobusie, widząc mnie na przystanku, gdziekolwiek, czy pomyśli sobie: 'ale ona jest fajna! ale ona jest ciekawa! ale warto by było ją poznać!'  warto?

Darłówko, lipiec 2010

ps. tak bardzo w temacie Mrożek do Lema w liście pisał tak: „Czy nigdy nie uderzyło Cię, że po jednych ludziach zostaje Ci nuda i właśnie jakby zakalec w głowie, a po innych Ci żwawiej i świat jakiś ciekawszy i godzien uwagi?" prawda.

środa, 22 stycznia 2014

bie[gun]y

dzisiaj są dwa. bieguny. między jednym a drugim, nie potrafię się zdecydować, w którym miejscu jestem. między pomiędzy. i mam naładowany mózg. ostrą amunicją. 








niedziela, 19 stycznia 2014

i'm confused...

tak. jestem zmieszana. teraz to nawet zwyczajnie zmęczona, i może to dobrze, bo wtedy się trochę mniej myśli...
odważyłam się. niby na luzie, dosyć zwyczajne zapytanie o kino...a ten mi tu pyta ale że jak to, tak we dwójkę? czy zbieramy ekipę?...i powodów jest pierdylion, i zakopałabym się pod nimi i udusiła z braku powietrza gdybym zgłębiała się w temat. nie. nie będę. kropka. pójdę sobie do kina sama, jak będzie chciał to dołączy. a jak nie to się będę sama świetnie bawić, wszak podobno jestem z tych bardziej wybitnych inteligentnych jednostek. i już. 
a jeszcze dziś, przed pół godziną praktycznie podrzuciła mi koleżanka link...  http://youtu.be/itqANFUWDkU   i co? i o rycerzach tam jest, o kobietach w wieży, o kłopotach i smokach i wszystkim tym innym... i nie wiem. tu po głosie można poznać, że mówi Fabian Błaszkiewicz. no mądrze gada, ale nie wiem. naprawdę sama nie wiem. 
chyba najbardziej trzymam się tego, co Szustak kiedyś powiedział o warkoczach: że trzeba włosy związać, uczesać i  zapleść w warkocz i nie być pod panowaniem mężczyzny  (bo my fizycznie, z zewnętrznością całkowicie poddajemy się mężczyznom - wywalamy wszystko na wierzch w zasadzie, bardzo chcemy się podobać i przekonać każdego, że jesteśmy super cudowne i ekstra). w raju nie byłyśmy takie. w raju byłyśmy szczęśliwe - Adam stanął przed Ewą i powiedział: łaaał, no ta to jest dopiero... słów mu zabrakło. a my teraz co? albo jesteśmy schowane albo jesteśmy wywleczone na zewnątrz..nie. pośrodku. jestem wystarczająca i nie muszę niczego nikomu udowadniać. i warkocz teraz jest dla mnie jakimś symbolem, symbolem mojej siły, którą mam w Bogu, tego, że jestem warta, że ktoś kiedyś powinien zaryzykować, pokonać trudności i zdobyć. chociaż ciekawa rzecz, zauważyliście? słowo 'zdobyć' to przede wszystkim słowo BYĆ. 
dopsze. idę spać, i tak już nic dziś ze mnie. 

edit: to jest jakieś szaleństwo. przed chwilą (3:41 w nocy czasu białostockiego) zakończyłam rozmowę na fb z tym samym człowiekiem, o którym była mowa powyżej. jak gdyby nigdy nic. może rzeczywiście nic? a potem prawie półtorej godziny konwersacji (ożywionej, interesującej, konkretnej bardzo, mimo że tematycznie w różnych dziedzinach).
 niesamowite. ludzie ciągle są wielką zagadką do odkrywania.

niedziela, 12 stycznia 2014

dni mijają jak świnie w rzeźni

hasełko z tytułu posta wzięło się z naszej kuchni, gdy z M, lokatorką, dla zabawy próbowałyśmy się na hasła z gry Tabu. chciałam ją naprowadzić na słowo 'kalejdoskop', moje skojarzenie brzmiało 'dni mijają jak w kalejdoskopie', a wyszło...jak widać w tytule ;) 
ale to prawda, to prawda. dni mijają mi w tempie zastraszająco szybkim. dziś w ogóle obudziłam się z myślą, że to sobota (pewnie dlatego, że piątek miałam wolny, a w sobotę pracowałam). 
jak wygląda moja praca? o tak o:



zabawki to chyba jedyne kolorowe akcenty każdego dnia ostatnio. sylwester był, na liście 85 osób, a i tak doszło ponad 10 osób niezapisanych...przyznaję, było pięknie. daliśmy radę :)  zmęczona wróciłam o siódmej rano do domu i umarłam, po czym obudziłam się pierwszego dnia nowego roku by posprzątać sale i ogarnąć cały ten stuff do oddania ludziom.
mam też sytuację perełkę,  no bo komu innemu mogło się to przytrafić jak nie mi? wychodząc z domu na sylwestra wzięłam buty - szpilki i balerinki, żeby móc zamienić obuwie w chwili przemęczenia, tyle że foliowej torebki z balerinami nie sprawdziłam...i jakież było moje zdziwienie, gdy wyjęłam z torebki moje bardzo zużyte (ale na szczęście świeżo wyprane) trampki, w których ostatnio przekopywałam tereny zielone? dzień dobry, witam w moim świecie ;)  na szczęście był na tej imprezie pewien wybawca, który podwiózł mnie do domu. było zabawnie - rzucił nawet taki tekst, że poleca się na przyszłość, że co prawda nie na białym rumaku a na szarym ale jednak zawsze :)  a ja... sobie niedawno odsłuchiwałam którąś konferencję ojca Adama Szustaka (szczerze i z całego serca polecam!), w której na zakończenie mówi on tak: "lepiej z takim niż z żadnym... nie! lepiej żaden niż beznadziejny. nie obniżajcie sobie, drogie panie, standardów. bo nie ma księciów na białych koniach... bo nie ma, rzeczywiście nie ma. ale na szarych to już są! to czemu kurka ze świniopasem? no bo mnie nikt inny nie zechce...a guzik prawda! jesteście wszyscy, i panie i panowie, absolutnie niewiarygodni! nooo taaak! Pan Bóg was stworzył!" i tak dalej w tej tonacji :)  ja się tylko pytam co mam zrobić z tym fantem, hę?  
ale w sumie, jak książę (na szarym rumaku czy też nie) to jednak sam podejdzie, prawda? wszak książę...ech, usiadło w głowie i wyjść nie chce. to nic. trzeba zająć się rzeczami potrzebnymi i niezbędnymi, ruszać dalej.  ja sobie będę fajna i cudowna jak zawsze, a oni niech się patrzą i decydują na odwagę, by coś zrobić. przynajmniej nie siedzę na wieży. o. 

Dowspuda, maj 2012

poniedziałek, 6 stycznia 2014

częstuj się, miłości i dobroci mamy dużo

Matka Polka Pogodna & Jan Niezbędny. tych ludzi niezmiernie lubię i podziwiam. byłam na obiadku. zaproszona na godzinę 13:30. wróciłam do domu o 23-ciej. i to jest jeden z najbardziej lubianych przeze mnie sposobów spędzania wolnego czasu. z przyjaciółmi, jedząc przy wspólnym stole, śmiejąc się i popijając pyszną kawę, grając na podłodze w Rummikub przy okazji pałaszując pyszną czekoladę. a potem jeszcze rozmawiając na poważnie o przyszłości, lękach, pragnieniach i miłościach przy świeżo zaparzonych ziołach (które J. wyjmował z wielkich podpisanych słoików, a to mięta 2012, a to  lipa 2013...jaki to był piękny widok - pół garści tego, trochę tego, wszystko do jednego dzbanka, i już za chwilę ten zapach roznoszący się po całej kuchni...).  i wtedy wszystko jest na właściwym miejscu. chwile jasne. 


Lublin, grudzień 2010