wtorek, 3 stycznia 2017

witaj nowy roku

   Okazuje się, że przymusowe leżakowanie ma też dobre konsekwencje, nie tylko w postaci zdrowienia (choć muszę przyznać, że nadal mnie trzyma coś za gardło, nawet po tak stosunkowo długim czasie odpoczywania). Oprócz tego, że na dzień dobry miałam ciągle tak wiele przeróżnych niewesołych myśli krążących wokół jak stado sępów kołujących nad łupem na środku pustyni, to jednak pojawiały się też myśli dobre, budujące, i orzeźwiające, jak białe płatki śniegu pojawiające się znikąd i powoli w mroźnym powietrzu. Powstał z tego konstrukt myślowy, niestabilny, niedojrzały, a jednak w jakimś stopniu konkretny i jasny. 
   Wiem, co bym chciała w tym roku. Wiem, też czego bym nie chciała. Ale po kolei.
   Sylwestra spędziłam sama w domu. Nie, nie miałam do towarzystwa Kevina :)  I wydawać by się mogło, że to niesamowicie smutne okoliczności, ale pierwszy raz tak naprawdę na spokojnie nie-szykowałam się na sylwestra. Ominęła mnie cała ta krzątanina czy sukienka gotowa, prysznice, makijaże, cuda-wianki i koguciki na patyku. Zamiast tego spędziłam prosty dzień sama ze sobą, ciesząc się z dobrego obiadu, pogody za oknem i małych rzeczy. nie mogłam też oprzeć się pytaniu, czego ja tak naprawdę sobie życzę na ten rok. I odpowiedź na to pytanie jak zakiełkowała we mnie, tak rośnie i kwitnie do tej pory: że chciałabym w tym roku być dobra sama dla siebie. Tak po prostu, bez zbędnych ceregieli: być dobra, czyli dbać. Dbać o siebie, o swoje zdrowie, o późne przepalone godziny kładzenia się do snu. Dbać o swój rozwój, o czytanie książek, nie tkwić wiecznie w maleńkim ekraniku telefonu, tylko patrzeć na wybuchający kolorami zachodu horyzont. Piec ciasta, chodzić na spacery, śmiać się z przyjaciółmi. Nie stawiać sobie wysokich celów, do których ciężko doskoczyć i mieć dla siebie wyrozumiałość i współczucie, gdy sytuacja tego wymaga. Dużo tańczyć, jeszcze więcej śpiewać, często patrzeć w niebo, wciągać zapach morza prosto z plaży. I wiele wiele więcej. Tak po prostu. być dobrym dla siebie.