Czaiło się już od tygodni i nie mogło skoczyć. Ale jak już się na mnie rzuciło, to puścić nie chce. Leżę i dogorywam, czas jest podzielony na sen, sen, jedzenie, sen, i jeszcze trochę internetów. Tyle ze mnie dzisiaj. Jednak skoro leżę to w mojej głowie kotłuje się jeszcze więcej myśli niż na codzień, myśli uporczywych i natrętnych, powracających w przebraniach i pod przykrywką. Większość najzwyczajniej w świecie nie nadaje się do publikacji i ujrzenia światła dziennego, zatem trzeba skrupulatnie i niepostrzeżenie je usuwać. Jednak jestem ciężkim przypadkiem.
czwartek, 29 grudnia 2016
niedziela, 4 grudnia 2016
przesypiam
Tak mi się właśnie wydaje, że dziwnym trafem przesypiam, hibernuję, omijam wszystko. Jakby działo się poza mną, obok. Niedaleko, owszem, prawie że na wyciągnięcie ręki, ale jednak obok. Jestem sucharem. sucharem, ciągle się kruszę, łatwo naruszyć moją strukturę, z niczym nie smakuję. po prostu jestem sobie, zawieszona w rzeczywistości i czekam na miód, masło czy trochę soli, które zmienią mój smak.
wtorek, 25 października 2016
a... chmury nade mną jak niebo, a niebo nade mną jak chmury...
Dziś na szybkiego poleciałam do domu chłopaków na Mszę Świętą rocznicową pewnego znajomego małżeństwa, państwa Ch. Obchodzą dziś drugą rocznicę ślubu - i trzeba powiedzieć, że uśmiech nie schodził z mojej twarzy, ponieważ tak pięknych i dobrych ludzi naprawdę nie spotyka się ot tak, na codzień. Naturalnie też zaczynam się w takich momentach zastanawiać co ze mną, co potem.
/tekst jest niedokończony, ale uznałam, że chcę to opublikować, pamiętać./
/tekst jest niedokończony, ale uznałam, że chcę to opublikować, pamiętać./
środa, 19 października 2016
rozstania i powroty
Pojechałam i wróciłam, zasadniczo najbardziej do i z Polski. Prawie dwa tygodnie chodziłam po mieście, które znam jak własną kieszeń, bywałam w miejscach, które lubię od dawna, a nade wszystko spotykałam się i rozmawiałam z ludźmi, których znam od zawsze. I chyba nie da się uniknąć tęsknoty i poczucia straty, braku. Najmocniejsze zdecydowanie właśnie te chwile dzielone z ludźmi, tymi spod serca - masa przegadanych godzin, przepłakanych wzruszeń i zwykłego spojrzenia. Trzeba się do tego przyzwyczaić - do ciągłej tęsknoty, rozdarcia serca, zmieszanych uczuć. Podobno z biegiem lat trochę łatwiej to znosić, ale to myślę, że właśnie to jest ten największy koszt, jaki ponosisz będąc na emigracji - rozstania.
Ten ostatni czas spędzony w kraju uświadomił mi właśnie najbardziej, co (a przede wszystkim kogo) zostawiłam za sobą, w tamtym mieście, gdzie leży bolesna strata, jak wiele poświęciłam z samej siebie, by być dziś w tym miejscu w którym jestem. I to też paradoksalnie najmocniej motywuje by iść jeszcze dalej, wyżej, żyć pełniej - bo skoro taka jest cena, którą zapłaciłam - to niech to nabiera jeszcze większej wartości.
Wróciłam i na nowo przyzwyczajam się do codzienności. Anglia o tej porze roku jest piękna, jak zawsze, z zielonymi łąkami na wzgórzach, z domostwami tak typowo angielskimi, z drzewami mieniącymi się wielością kolorów. i tylko czasem deszcz i wiatr przypomina, że najlepiej siedzi się w domu z kubkiem ciepłej herbaty w dłoniach.
ps. w słuchawkach Buslav, Napiórkowski z płytą Twardowskiego albo Małgorzata Hutek. do czytania: Natalia Niemen "Niebo będzie później". Wszystko bardzo jesienne.
Halifax, 2016
czwartek, 8 września 2016
garstka
Jeszcze w życiu chyba nie miałam tak długiej przerwy z pisaniem, nie tylko pisaniem tutaj, ale przerwy z przelewaniem swoich myśli i codzienności na papier, na formę uwiecznioną literami.
Jest wrzesień, ja nadal jestem w Anglii i chociaż to jest stałe, to wszystko ciągle się zmienia, nieustannie. Jestem zanurzona w rzeczywistości, która często wykracza poza moje rozumienie, więc nie zastanawiam się a jedynie żyję, z dnia na dzień, delektując się chwilą teraźniejszą i tutejszą, choć całkiem często przez głowę przelatuje myśl jak to się działo wtedy i tam. Ale obecnie jest teraz i tu, i nic poza tym. Zbieram w sobie wszystko co się przydarza, czasami aż do tego momentu, że aż się przelewa przeze mnie, boleśnie i odczuwalnie. Czas pokaże co przede mną.
Trzeba wziąć się w garść, albo i garstkę.
Hebden Hey, lipiec 2016
Subskrybuj:
Posty (Atom)
