środa, 19 października 2016

rozstania i powroty

   Pojechałam i wróciłam, zasadniczo najbardziej do i z Polski. Prawie dwa tygodnie chodziłam po mieście, które znam jak własną kieszeń, bywałam w miejscach, które lubię od dawna, a nade wszystko spotykałam się i rozmawiałam z ludźmi, których znam od zawsze. I chyba nie da się uniknąć tęsknoty i poczucia straty, braku. Najmocniejsze zdecydowanie właśnie te chwile dzielone z ludźmi,  tymi spod serca - masa przegadanych godzin, przepłakanych wzruszeń i zwykłego spojrzenia. Trzeba się do tego przyzwyczaić - do ciągłej tęsknoty, rozdarcia serca, zmieszanych uczuć. Podobno z biegiem lat trochę łatwiej to znosić, ale to myślę, że właśnie to jest ten największy koszt, jaki ponosisz będąc na emigracji - rozstania. 
   Ten ostatni czas spędzony w kraju uświadomił mi właśnie najbardziej, co (a przede wszystkim kogo) zostawiłam za sobą, w tamtym mieście, gdzie leży bolesna strata, jak wiele poświęciłam z samej siebie, by być dziś w tym miejscu w którym jestem. I to też paradoksalnie najmocniej motywuje by iść jeszcze dalej, wyżej, żyć pełniej - bo skoro taka jest cena, którą zapłaciłam - to niech to nabiera jeszcze większej wartości.

   Wróciłam i na nowo przyzwyczajam się do codzienności. Anglia o tej porze roku jest piękna, jak zawsze, z zielonymi łąkami na wzgórzach, z domostwami tak typowo angielskimi, z drzewami mieniącymi się wielością kolorów. i tylko czasem deszcz i wiatr przypomina, że najlepiej siedzi się w domu z kubkiem ciepłej herbaty w dłoniach. 

   ps. w słuchawkach Buslav, Napiórkowski z płytą Twardowskiego albo Małgorzata Hutek. do czytania: Natalia Niemen "Niebo będzie później". Wszystko bardzo jesienne.

Halifax, 2016

2 komentarze:

  1. Zachód zupełnie jak w Polszcze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ano! tylko takie kolory bardziej mi się kojarzą z późnymi letnimi wieczorami a nie październikowym widokiem :)

      Usuń