wtorek, 15 lipca 2014

dawność

  dawno mnie tu nie było. bardzo dawno. dni rozchodzą się jak świeże bułki w piekarni z samego rana, a ja się czuję jak ten który je kupuje - o świcie, zaspany człowiek, nie do końca świadomy tego co się dzieje, i nie do końca pewien czego chce. 
  trzeci miesiąc stażu. bajka to to nie jest, bo nigdy nie będzie idealnie, ale cieszę się, że pracuję w tym miejscu, z tymi ludźmi, że codziennie mogę robić coś, co szalenie lubię; że mogę uczyć się nowych rzeczy. nie każdy może odczuwać radość na myśl, że idzie do pracy. na szczęście nie należę do tych osób.
  zbierają się we mnie myśli, czym konkretnie chciałabym się zajmować we wspólnocie - jeszcze za wcześnie o tym mówić głośno i poważnie, ale pomysły nabierają kształtów i kolorów, a to już dużo.
  magisterka jest, ma się...lepiej niż ostatnio ;) pomijając zapowiedź promotora, że nie mam co liczyć na jego pomoc, on czeka na gotową pracę - ok, przyjmuję to. 
  mam nowego bloga. :D ja wiem jak to brzmi ;)  ale urodził się nowy pomysł, i był warty realizacji. i powoli, powoli się rozkręca. potrzeba czasu, jak na wszystko.
  a poza tym...co poza tym? nie mam pojęcia. często wracam rowerem po nocy - to prawie już jak nawyk. świat zupełnie inaczej wtedy wygląda, wszystko ma inne barwy i jakość, czas ma inną prędkość a człowiek..człowiek jest człowiekiem. ze wszystkimi lękami, emocjami, nadziejami i marzeniami, które chowa za dnia.

Białystok, lipiec 2014