środa, 4 września 2013

ona...czyli ja?

   szybko ucieka każda chwila, niby zwykła codzienność, a potem zerkasz na kalendarz i widzisz, że minęło kilka dni, tydzień, i ze zdziwieniem odkrywasz, że już jest kolejny miesiąc. 
   znowu mamy wrzesień, i już nawet zaliczony pierwszy wieczór tej jesieni, kiedy chłód przenika wszystko wokół - założyłam ciepłe skarpetki, wciągnęłam sweter i otuliłam się kocem - nawet manewrowałam pokrętłem kaloryfera i dopiero po chwili dotarło do mnie, że jeszcze za wcześnie na sezon grzewczy. brr...winter is coming :> 
   w niedzielę był koncert wieńczący pewne warsztaty. wybrałam się, a i owszem. z torebką pod ręką, na obcasach. i już po pięciu minutach od wyjścia z domu zastanawiałam się dlaczego się tak ubrałam. przecież to zupełnie nie ja, ja chodzę w trampkach (albo  przynajmniej na płaskim obcasie), w wygodnych jeansach, z wielką torbą gdzie mieści się wszystko a nawet więcej. więc po cóż, pytam sama siebie, po cóż tak się męczyłam? skoro taka nie jestem, nie przystaję do tego wzorca, no to trudno, nie i już. mogę mieszać style, ubierać się w co chcę i kiedy chcę, wybierać wygodę ponad wygląd. mogę być sobą. tylko - pytanie finałowe naszego teleturnieju za pierdylion punktów: kim ja jestem? 



Kim jesteś, kogo w lustrze spotykasz co dzień 
Czego nie wiesz o sobie co wiesz, co kryje twoje serce
Kochanie nigdy nie jest za późno by żyć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz