poniedziałek, 3 marca 2014

tańczę samodzielnie

nooo. tytuł to tekst wczorajszego wieczoru - w rozmowie z S. chodziło mi o to, że w tym tygodniu okazało się, że nie potrafię tańczyć w parze, z partnerem. że potrafię tańczyć tylko pojedynczo, sama, a wyszło że tańczę samodzielnie. nooo, samodzielnie ;) 
ogólnie to bawi mnie to i tyle, ale jednak jest też druga strona medalu - kilka razy zostałam poproszona do tańca na wtorkowym karaoke, na które całą chmarą się wybraliśmy po spotkaniu. i co? i za każdym razem mnie paraliżowało. dosłownie. po pytaniu o taniec moje oczy coraz bardziej się rozszerzały (pewnie źrenice panicznie reagowały jak u schwytanej antylopy), ciało całe sztywniało a głowa z uporem maniaka kręciła się w zaprzeczeniu. no i tyle, tak się skończyły podchody znajomych i nieznajomych odważnych ryzykantów. ok - mile zaskoczyło mnie to, że byli w tym gronie śmiałków też nieznajomi - czyli nie wszystkim mogę przypisać to, że chcieli ze mną tańczyć z litości/obowiązku czy jakiegokolwiek innego koleżeńskiego powodu. no. ale jedno jest pewne - zdziczałam całkowicie. dzikus, no po prostu dzikus, żeby tak reagować na, zdawać by się mogło, normalną sytuację społeczno-towarzyską. i to jest u mnie chyba tak, jak ze zdjęciami - nie każdemu dam się sfotografować. muszę tej osobie bardzo ufać, by pozwolić wycelować we mnie obiektyw (a już portretówka to w ogóle!), i to samo tyczy się tańca.... no cóż. myślę sobie, że to kolejne miejsce do zmian, kolejne wyzwanie do pokonania samej siebie.

 Białystok, kwiecień 2008 

Poznań, marzec 2009


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz