środa, 27 stycznia 2021

Ja brzoza, ja brzoza, jak mnie słyszysz...?

   To był taki trudny dzień..tak trudno było znieść atmosferę w pracy - ciągle jakieś podteksty, napięcia, niewybredne żarciki i gadki o niczym...Nie bardzo się w tym odnajduję, a to dodatkowo poszerza przepaść między mną a resztą, bo coraz bardziej czuję się niehalo, niewarta, nieco gorsza, odstająca, do ominięcia...

   I właśnie tego dnia, gdy wracam do domu okrężną drogą po raz kolejny zwracam uwagę na moje ulubione drzewo - tę brzozę niedaleko dworca kolejowego. Jedna jedyna brzoza posadzona przy trzech innych drzewach. Czy ma jakiś inny kształt, korzenie? Nie. Czy brakuje jej gałęzi, nie ma pnia? Nie, wygląda w zasadzie jak tamte drzewa. Różni ją jedynie kolor, już z daleka widać jej białą barwę pnia i kształt, jakby ktoś specjalnie pomalował ją na odblaskowy, tak jasny kolor w czasie szarego zmierzchu. Jej zadaniem jest po prostu tam być, trwać i być dokładnie taką, jaką ją stworzono. 

   Być, trwać i rosnąć, nie przejmować się i nie martwić, że widać.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz