piątek, 4 grudnia 2015

Opatrznosć

   nie ma pracy. nie ma, tak po prostu, skończyła się. to się tutaj podobno zdarza często, ludzie powtarzają, że przyzwyczaj się, bo tak właśnie wygląda praca przez agencję a nie na kontrakcie.i ok, widzę to, rozumiem, choć we mnie rodzą się myśli, jak to będzie. wiadomo, że jako ludzie dążymy do samodzielności, do poczucia bezpieczeństwa, do realizowania planów, zamierzeń. a tu - a tu zatrzymanie i swego rodzaju niepewność. dwa dni miałam takie, że niekoniecznie było co robić. wczoraj siedziałam nad rękodziełem, bo tym przecież zajmowałam się też w Polsce. trzeba by pomyśleć jeszcze, jak to tutaj wypuścić i sprzedać (bo byłoby cudownie zrobić sobie samozatrudnienie, to już w ogóle inna bajka). po południu miałam już dosyć czterech ścian (wszak ostatnio ciągle w ruchu), i poszłam na spacer na...cmentarz. 
   wiedziałam, że tuż obok jest cmentarz, ale nie wiedziałam, że jest tak rozległy! najbardziej jednak zdziwiły mnie dwa domy, które są na nim położone - jedne z brzegu, na samym początku, więc to jeszcze nie jest tak dziwne, bo przecież zdarza się, ale ten drugi przypadek to kosmos - w samym środku cmentarza stoi dom, i to dom zamieszkany, ze światełkami, samochodem i podobno dziećmi. kosmos! nie wyobrażam sobie tego nawet jeśli jako chrześcijanka mam inne spojrzenie na cmentarze i śmierć - przecież Jezus zmartwychwstał, pokonał grzech i śmierć ora przyniósł nam życie wieczne - to jednak pomysł mieszkania na cmentarzu wydaje mi się co najmniej dziwaczny. Szłam sobie spokojnie spacerowym krokiem, spędzając ten czas na spotkaniu z Nim samym, z Żywym Bogiem - i byl to czas zyskany. My bardzo nie potrafimy tak przebywać z Bogiem, wydaje się to nienaturalne, cisza jest trudna do zniesienia w naszej codzienności pełnej bodźców, dźwięków, działania. A przebywanie w Bożej Obecności to często po prostu bycie, bez myślenia, gadania, proszenia, emocji. To po prostu dzielenie wspólnej przestrzeni i czasu, jak z ukochaną osobą - mieliście tak? że w sumie to nie jest ważne, co robicie, wystarczy przebywać w jednym pokoju ze świadomością, że ta druga osoba jest obok w pobliżu. I taki to był mój spacer.
  Dziś z kolei ruszylam w miasto - a to po moje safety shoes zostawione wcześniej w pracy, a to po czek z pierwszą wypłatą, a to do drugiej agencji bo może mają pracę, a to do banku aktywować przysłaną kartę i zrealizować czek. I rzeczywiście, wszystko się udało załatwić, choć jeżdżenia było co nie miara. Trochę się zdziwiłam, bo czek został w banku, a pieniądze praktycznie będą dopiero w czwartek, ale nieważne, ważniejsze że będą. Po załatwieniu wszystkich tych sprawunków usiadłam w centrum miasta, na jakimś deptaku czy coś, z gorącą czekoladą w kubku, i dopadł mnie bliżej nieokreślony smutek, że jestem tu jednak sama. Że wszystko wokół jest nowe, i chciałabym to z kimś móc dzielić, cieszyć się tym wszystkim, pokazywać i opowiadać, ale przede wszystkim właśnie dzielić tą rzeczywistość z kimś obok mnie. Na chwilę obecną - jest tak jak jest, czyli ufam, że tak jak powinno. Czasem jednak dopada mnie pytanie, jak długo jeszcze. Ale wierzę Boże, że dokładnie tyle, ile trzeba. Szalenie lubię wersy piosenki Mate.o brzmiące: "Nie spieszysz się, nie spóźniasz się, przemieniasz serca doskonale" - czyż nie jest to prawda najlepsza? Bóg jest we wszystkim, jest zawsze, zna czas i możliwości, i według Swojej dobroci i mądrości daje wszystko w odpowiednim czasie. 
   Wieczorem jechałyśmy z Z. na Eucharystię zaczynającą tutejszy Weekend Alfa - Z. musiała pojechać po swojego męża do pracy, on miał ją zmienić przy ich córeczce a potem my miałyśmy od razu jechać dalej. Zostałam zatem sama w pustym domu z płaczącym dzieckiem w pidżamce. I wydarzył się cud najbardziej przeze mnie lubiany, taka chwila jak drogocenna perła chowana w szkatułce ważnych momentów. Usiadłam na kanapie, dziecię otulone w ciepły koc jak w kokon przytuliło się ze wszystkich sił a ja śpiewałam jej cicho pieśni uwielbienia. Pusty, cichy dom, wiatr szumiący za oknem, i zwykłe słowa pieśni o chwale Baranka i mocy Boga. Uspokajający się coraz bardziej oddech dziecka, głowa przytulona do piersi, jakby wsłuchana w bicie mojego serca...tego nie da się z niczym porównać. Właśnie w takich momentach wiem, gdzie będzie moje miesce za jakiś czas. Właśnie wtedy odzywa się tęsknota, by to się działo już, teraz, za chwilę. Ale On zna czas. On wie kiedy. On ma najlepszy moment. A ja Mu ufam.













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz