środa, 9 grudnia 2015

o-patrz: Opatrzność

   Nadal zasuwam na łasce Bożej - w każdej chwili. Sobota i niedziela minęła mi pod tytułem Weekend Alfa tutaj, na miejscu. Uwielbienie, modlitwa za ludzi, w zasadzie wszystko co znam, a równocześnie inaczej. Trochę rozmów, trochę przemyśleń. Chyba rozumiem, dlaczego miałam tyle dni wolnego - jakby Bóg mówił - spokojnie, narobisz się w weekend, więc odpocznij teraz. I po prawdzie, było trochę odpoczynku w tym czasie. Za to w poniedziałek dzwonili z pracą, dokładnie o 7:40 (podejrzewam, że na hali zorientowali się ilu ludzi im brakuje i wtedy zaczęli łatać dziury w ekipie), więc godzinę później stałam normalnie na linii. Ale wtorek już taki dobry nie był, jeśli mówimy o pracy - mimo to śmiem twierdzić, że wszystko jest takie, jak powinno. Byłam tuż po południu na rozmowie, która trwała kilka godzin - czyli tyle, ile trzeba. To nie jest łatwo otworzyć serce i myśli na kogoś innego, ale realnie dostrzegam, że to procentuje na przyszłość - pierwszy raz od dłuższego już czasu mam wrażenie, że moje życie rusza do przodu, że coś tam drga pod ziemią i jest szansa, że będzie kiełkować i rosnąć (a nawet owocować!). Wieczorem miałam swoją małą grupkę, i coś rzeczywiście ruszyło - siedziałyśmy w domu wspólnotowym, w pokoju z trzema wielkimi angielskimi fotelami - ten pokój już stał się naszym ulubionym, bo warunki są wprost idealne dla nas trzech. Potem zaś pojechałam do A., która zaprosiła na oglądanie filmu. Naleśniki z nutelllą i bananami, film, leniwy wieczór z fajnymi ludźmi - trochę zapomniałam jak to jest! I jeszcze potem odprowadzona w nocy pod same drzwi przez cały gang :P To naprawdę daje nadzieję na przyszłość - wszyscy wolni, wszyscy w zasadzie w tym samym wieku, wszyscy ze wspólnoty. Będzie pięknie :) 
  A dziś miały miejsce interview o National Insurance number i samodzielność - jestem z siebie dumna, po raz kolejny. Reasumując: dzieje się dużo, dzieje się intensywnie, ale absolutnie nie chciałabym być w innym czasie i miejscu. Wręcz przeciwnie - mam poczucie wielkiej szczęśliwości, pomimo że nie wszystkie chwile są tak bardzo naładowane endorfinami. Szczęście czasem na smak gorącej czekolady z Mac'a, albo deseru tiramisu we włoskiej restauracji (do tego wychodzisz z restauracji, a tam regularna mini-orkiestra grająca piosenki świąteczne i zbierająca datki do wiaderek. pełnia!). Tak właśnie mijają mi niektóre dni. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz