Króciutko, bo mimo niedzieli i wolnego czasu ten ostatni całkiem zaplanowany jest. Od piątku miotają mną emocje prawie skrajne, od silnej radości i przebłysków szczęścia, po smutek i totalne depresyjne spojrzenie na świat. obijają się od ścianek serca, nabierają prędkości i stukają o siebie powodując wyładowania i iskrzenie. W piątek byłam u znajomych, młodego małżeństwa z małą córeczką - świętowaliśmy urodziny G, jeszcze-nie-trzydziestoletniego męża i ojca. zjawili się ich znajomi, przyjaciele - przy czym w tym gronie singlem byłam ja (w połowie doszły jeszcze dwie dziewczyny, ale one przyszły razem, jako kumpele - a wtedy jest jednak łatwiej). i tu jest miejsce na emocje - od tego poczucia pozytywnego spędzania czasu w doborowym towarzystwie, cieszenia się z tej chwili i miejsca, po smutek i 'oklapnięcie', że jestem tam sama, a tu wokół tacy sparowani, fajni ludzie, dzielący swoją codzienność ze sobą. W sobotę miałam dużo czasu dla siebie samej (tak tak, sprzątanie, wycieranie kurzów i porządkowanie swojej graciarni - idealny plan na sobotnie przedpołudnie, prawda? ;)), ale wieczorem pojechałam do znajomej i jej dziadków - wracałyśmy potem późnym wieczorem przez łąki na autobus. dziś obiad z mamą, kościół i teatr wieczorny. jest nieźle, więc czemu tak mi w środku wszystko kołacze? może chodzi o to:
zdjęcie stare, sprzed lat. może chodzi o dorastanie, zmienianie się w środku i na zewnątrz - jak te pomidory, dojrzewam w słońcu, zmieniam barwy i smak, miąższ jest bardziej mięsisty, wyraziste wnętrze...może. niewykluczone. a może potrzeba czasu, zwykłego czasu i cierpliwości, by stawało się to, co dobre, by wszystko zmieniało się na lepsze. ech, wciąż czuję, że te moje myśli są takie chaotyczne, niepozbierane, nieuchwytne jak liście na drzewie szarpane wiatrem.
a tytuł postu pochodzi z piosenki na dziś,
"Pure Imagination" Jamie'go Cullum'a z Abbey Road:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz