Dokładnie tak! jestem tu tydzień, a bilans zysków, strat i wszystkiego jest już całkiem pokaźny :) Trudno uwierzyć, że to tylko tydzień! siedem dni,
Nadal pracuję, jutro również, i najbardziej ekscytuje i cieszy mnie fakt, że jutro pracujemy - uwaga - do trzynastej! to się dopiero nazywa zaczynać weekend w dobrym stylu, prawda? :) Cóż sie dzieje oprócz tego? wczoraj była środa, więc spędziłam bite trzy godziny wieczorem na mesengerze, prowadząc video-rozmowę z praktycznie całą rodziną w Polsce. Ale - ale wcześniej wracałam z pracy. Prawie na piechotę, ponieważ żeby wróć z mojej pracy trzeba jechac dwoma autobusami. Jednym dojechać do centrum miasta, a stamtąd z bus station dalej na osiedle, na którym w tej chwili mieszkam. i tak oto prosto z pracy szłam sobie ulicą w dół w kierunku miasta, co zajęło mi jakieś 25 minut naprawdę powolnym tempem. Muszę przynać, że sprawiło mi to niezłą radość, ponieważ uświadomiłam sobie, że jest to pierwsze popołudnie, kiedy nigdzie się aż tak nie spieszę, nikt mi nie towarzyszy, nie muszę rozmawiać czy mówić jak się mam po przyjeździe tutaj. Totalnie prosty czas, ze zwykłymi przyjemnościami, jak zaglądanie ludziom w niezasłonięte okna (taki nawyk, którego nie mogę się pozbyć, zawsze lubiłam patrzeć we wnętrza domów z chodników, szczególnie w okresie Bożego Narodzenia), oglądanie innej architektury, czy radość odkrywania nowych dróg i ścieżek. Siłą rzeczy byłam w domu później niż zwykle, ale było warto.
Dziś rano też jechałam pierwszy raz sama do pracy, i to autobusem. Ja wiem, że to wyczyn niewielki, ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że jestem w obcym mieście, w innym kraju, muszę się dostać do pracy (i jeszcze pokaźny kawałek dojść nie wiadomo w jakim kierunku!), i nie wiem czy zdążę na czas. Oczywiście, że się udało, pan kierowca był nieprzeciętnie miły, powiedział że krzyknie jak będzie mój przystanek, w ogóle podśpiewywał sobie pod nosem (ale słyszalnie ;)), i do dziesiątki wysiadającej na jednym z przystanków pojedynczo zwracając się do każdego z osobna, powiedział a to miłego dnia, a to dziękuję za podróż, piękny kapelusz, miej się dobrze. Było to dla mnie naprawdę bardzo budujące i karmiące duszę ;) dojechałam bez problemów, pan kierowca wysadził mnie w odpowiednim miejscu jeszcze instruując gdzie powinnam się udać. Cudnie, ot co :)
Chciałabym jeszcze dopisać, że po kilku rozmowach w pracy wynikło, że wiele osób pracujących po przyjeździe tutaj czekało na pracę około dwa miesiące. Więc jak tu nie wierzyć w Bożą Opatrzność, gdy ja tak po prostu z dnia na dzień trafiłam na pracę? :)
Jutro pobudka szósta rano, zatem see you soon :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz