wtorek, 10 listopada 2015

idzie nowe

eh...najprościej chyba będzie po prostu napisać cokolwiek, zacząć, znowu zacząć bez przepraszania, bez rozpisywania się, jak to wiele się zadziało, jak szybkie było tempo i wszystko. najprościej będzie też zacząć od wersji obrazkowej, z dodatkowymi objaśnieniami. a zatem...

tak właśnie wracałam w lipcu z Anglii. i muszę to powiedzie głośno - latanie jest dla mnie ogromną przyjemnością, toteż zamierzam sobie tą przyjemność fundować tak często jak się da :) 


moje własne urodziny, ostatni kawałeczek ciasta. w sumie to wiadomo, jak w życiu.


 zauroczył mnie swoim widokiem. sekundy, gdy autobus zatrzymuje się na przystanku, a wystarczyły. otworzyły się drzwi, a moim oczom ukazał się człowiek, który coś tam sobie szkicował/gryzmolił w dużym notesie. bardzo mnie ten widok zatrzymał - bo jak często widuje się taki obrazek?

 Warszawa. może nie superksiężyc (bo tego przespałam), ale piękny, wielki jak bochen chleba księżyc. swoją drogą, co jakiś czas taki piękny okrągły księżyc wywołuje we mnie skojarzenie z okrągłą białą Hostią, z Chlebem Żywym

reanimacja komputera, póki co zakończona zgonem pacjenta. ale też możliwe, że czeka go zmartwychwstanie, kto wie, wszak nadzieja umiera ostatnia ;) 

ciemną nocą, pod osłoną chmur i myśli, pojawił się przed oczami ten oto napis (w całości brzmiał music is everything, ale czasem jedno słowo niesie więcej niż całe zdanie) WSZYSTKO. co to znaczy WSZYSTKO?

nowe oczy. pełne nieba

ech...no tak. wyprawa, nowa droga po nogami. wydaje się, że na długo...

święta prawda i tylko prawda

ta pani nie wie, że zrobiłam jej zdjęcie. do tej pory nikt nie wiedział, że ja sama chciałam mieć zrobione takie zdjęcie jak to.

kolejna prawda, aktualna jak nigdy dotąd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz