Przyjechałam wczoraj, i zasadniczo mam już pracę :) jasne, że dorywczą jasne, że nieskomplikowaną, ale jednak :) Przyjechałam wczoraj, i wczoraj wieczorem Z. już naciskała nieco na kwestie szukania pracy, ogarniania wszystkiego. Pospisywane namiary, telefony, wysłane aplikowanie do college'u, wyjaśnione kwestie banku, finansów, national insurance number. Wszystko to kilka godzin po przylocie!
Miałam dzisiaj rano dzwonić do agencji pracy, ale..zaspałam. Nie wiem czy to pogoda, stres, podróż czy cokolwiek (a może to wszystko naraz?) ale wstałam dopiero po dziesiątej, jak prawdziwa królewna. I nieco odwlekałam telefonowanie, usprawiedliwiając się. Dlaczego nie dzwoniłam? Bo się bałam! Wiadomo, taka prosta rozmowa jest jednak sporym wysiłkiem dla kogoś, kto języka uczył się kilka lat temu, a używał go jeszcze dawniej, jeśli w ogóle można tu mówić o używaniu. Ale to jest właśnie kwintensencja tego wyjazdu tutaj - ciągłe wychodzenie ze strefy komfortu i bezpieczeństwa, ciągłe wystawianie siebie na wyśmianie, ciągłe przerażenie tym, żę tu jestem i wcale nie znam tej rzeczywistości. I ciągle ratuje mnie myśl, że skoro Bóg mnie tu chciał w tym czasie - to On jest ciągle ze mną i ma kontrolę nad tym wszystkim. I tak, recepta na tą całą sytuację jest tylko jedna: zaufać i krok po kroku, powolutku iść z Nim do przodu.
Zatem - podzwoniłam, umówiłam sie na rozmowy i rejestrację, pojechałam tam z Z. W jednej agencji na recepcji kobieta pytała po angielsku, pomimo że słysząłam jak wychodzi z pokoju mówiąc po polsku. Za chwilę zajął się mną Polak. Wypełniłam papiery, test, rozmowę i miałam to za sobą, pół na pół posługująć się dwoma językami. Druga agencja - odmienna sytuacja. Zero polskiego, tylko angielski. I o dziwo, dostałam pracę :) W poniedziałek 7:45 a.m. - kolejne wyzwanie, bo muszę tam dotrzeć, pogadać i pracować do 5 p.m. Ale co tam - dam radę :)
On nie robi niczego ponad to, co dam radę unieść na już. Przede mną nowy dzień - sobota. Potrzebuję jakiś drobnych zakupów, jak choćby safety shoes (do pracy), kosmetyków i innych rzeczy potrzebnych na tu i teraz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz