Przed chwilą z fejsbukowej rozmowy wyszedł tytuł tego posta. tak przypadkiem, ale pasuje jak ulał jako metafora. Wchodząc po schodach do mieszkania myślałam o tym, ile mam zaległości. w pisaniu tutaj, w robieniu, w kontaktach z ludźmi, we własnych marzeniach i planach, w realizowaniu tego, czego pragnę. Przekręcając klucz w drzwiach urosło we mnie postanowienie, że dziś napiszę tu. cokolwiek, choćby i niedługiego. ale coś, co mi pozwoli wrócić. ale w międzyczasie coś na fejsbuku się dzieje, a to telefon dzwoni, a to może coś bym zjadła, bo przecież od obiadu minęło czasu tyle i trochę. ciągle coś. i mam wrażenie, że tak niedziałająca spacja to coś więcej niż tylko część w komputerze. że mam w sobie taką trochę popsutą spację, że ostatnio za często nie ma przerw między słowami, działaniami, myślami. że brakuje powietrza, by złapać oddech i właściwy rytm. jest tyle historii, tyle rzeczy które się wydarzyło, a równocześnie nie ma między nimi przerw, i nie potrafię odnaleźć rozdzielenia słów, miejsc podziału, odstępów. wszystko się zlewa w jeden ciąg znaków. i ciężko znaleźć początek czy koniec, nie wspominając już o przerwach.
ładne. jak kropka na końcu zdania, albo spacja między słowami.
OdpowiedzUsuńw niedzielny poranek dobre do odsłuchania :) dzięki!
to ja dziękuję, że mam Ciebie! :))
OdpowiedzUsuń