to tak tylko szybciutko: pierwszy raz odkąd tu mieszkam w moich oknach (w bloku:P) wiatr zawodzi tak bardzo, że aż gwiżdże żałośnie za szybą tuż przy parapecie. jeszcze tylko gdybym miała drzewo z gałęziami tak mocno bijącymi w szyby to scenerię bym miała rodem z Wichrowych Wzgórz Emily Brontë. no nie da się inaczej, to skojarzenie bardziej naturalne niż oddech.
nadrabiałam dziś książkowo-filmowe zaległości, i idę spać usatysfakcjonowana. Pratchett i Złodziejka książek jako duet z dzisiejszego wieczoru. ta'jest.
a tytuł posta wzięty oczywiście od Katy z Wichrowych. szalona kobieta to była :) dnoc.
listopad 2014, Lublin

Pisz czesciej. Swietnie sie czyta.
OdpowiedzUsuńdzięki za dobre słowo :) czasem się zastanawiam czy to tylko mój brudnopis czy jednak ktoś to czyta i jak się okazuje prawdziwe jest to drugie (chociaż pierwsze również :) ) postaram się utrzymać w regularnym wylewaniu myśli na ekran :)
Usuń