czwartek, 1 stycznia 2015

all is quiet on New Year's Day...a world in white gets underway...

dzień dobry, nadal żyję. bywa ze mną bardziej niż różnie, więc cóż tu się rozpisywać.  nastąpi zatem skrót odcinka, by dalej pójść w świetlaną, bo moją własną i niczyją inną przyszłość. zatem:

- rozmowa z wybrańcem przebiegła dobrze, choć bez  (nie)spodziewanego happy endu. ślubu nie będzie  ;)  ale nadal się kumplujemy, zatem wynik jest dodatni i nie było ofiar w ludziach. naprawdę - muszę przyznać, że to zaskakujące i orzeźwiające - odkryć, że jednak to nie działa tak, jak kiedyś - skoro cię nie chce, to jesteś słabeuszem, nikim, brzydulą, brakuje ci więcej niż wiele by być z jego kategorii. a tu - proszę bardzo, zaskoczenie. bo po rozmowie (kluczowe kwestie poszły od razu na pierwszy ogień i już po 10 minutach wiedziałam na czym stoję, ale mimo to gadaliśmy o wszystkim innym jeszcze porządną godzinę), otóż po rozmowie zamknęłam za nim drzwi (wcale nie metaforycznie), popatrzyłam w lustro wiszące w przedpokoju i ze wzruszeniem ramionami i uśmiechem pomyślałam - w porządku, może być i tak. i wiecie, naprawdę tak może być  :)  jest jeszcze czas na wszystko, i najważniejsze w tym wszystkim jest to, że się odważyłam - ja wiem, że to odkrycie na poziomie gimnazjum ale jednak - odważyłam się i końca świata nie było. co więcej, ruszyłam dalej więc w pewnym sensie świat dopiero się zaczął :) a poza tym - nikt mi nie wmówi, że nie warto czekać na takiego Mężczyznę, który będzie miał w sobie tą odwagę zaryzykować, odkryć siebie i zapytać. także ten, będzie dobrze ;) 

- czas mija mi szybko, zbyt szybko. w zasadzie niby przed chwilą zaczynałam półroczny staż, a tu już został mi ostatni miesiąc pracy na trzymiesięcznej umowie podpisanej po stażu. i co dalej? Bóg jeden raczy wiedzieć, bo ja niekoniecznie. trzeba się tą kwestią zająć, ot co.

- i byłam na Hobbicie. trzecia część tyłka nie urywa, totalnie. jest...znośna, jeśli patrzy się przez pryzmat bajki. Wiadomo było od początku, że to nie Tolkien i że nie ma co się jeżyć na szczegóły i niespójności z książkami. ale nie będę tu smarować recenzji, kto zobaczy ten będzie miał swoje własne zdanie na ten temat. ja za to muszę udokumentować kilka faktów: nie spałam przed maratonem za dużo - dzień wcześniej do trzeciej w nocy robiłam bransoletkę na zamówienie (nigdy więcej przed świętami - w następnym roku zamykam zamówienia na tydzień przed świętami i kropka) potem po pięciu godzinach snu do pracy, a potem szybko na imprezę wigilijną do znajomych i od razu na nocny maraton filmowy, czyli trzy części hobbita. i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten brak czasu, snu i oddechu pomiędzy tym wszystkim - miałam okropne przeboje z taksówkami, a potem gdy dojechałam do kina, okazało się że to inne kino...tak, na dwa heliosy w mieście wybrałam nie to, które trzeba było; więc jechałam kolejną taksą, już z nastawieniem wszystko mi jedno i że to najgorszy tydzień w całym tym roku. dojechałam, obejrzałam, nie zasnęłam ani razu :)  no i jeszcze jeden zaskakujący fakt - pan wybraniec też był, i o dziwo zawrócił mnie z ruchomych schodów kombinując mi podwiezienie do domu - że nawet jeśli nikt nie jedzie w moją stronę (jak twierdziłam), to on może tam jechać, nie problem. zaskoczył mnie, muszę przyznać. i o szóstej trzydzieści rano myślałam sobie, już wchodząc do domu że wiem dlaczego mi na nim zależy, że wiem jakimi cechami przyciąga mnie do siebie. ale że z nim nici póki co, to przynajmniej wiem jaki ten mój człowiek ma być. o tako  :) 


grudzień 2014, godz.6:30, Białystok

- święta dla odmiany były znośne - w poprzednich latach non stop życzyli mi obrony mgr, pracy, męża, chłopaka, partnera, szczęścia, zdrowia, pieniędzy, i wszystkiego innego co tylko im przyszło do głowy. w tym roku - jakby ciszej z durnymi życzeniami (bo czyż posiadanie 'partnera' jest naprawdę wyznacznikiem mojej wartości i tego, czy jestem szczęśliwa?) [dygresja na marginesie - ostatnio w rozmowie telefonicznej M. rozgadał się o swoim odkryciu: otóż nie jest ważne co robisz w życiu, czy jesteś kominiarzem czy prezesem, jesteś dobry, uczynny, miły czy też rzucasz się na ludzi, ranisz ich i jesteś hiper-egoistą. otóż - najważniejsze jest po prostu to, że JESTEŚ. to stanowi twoją wartość, istotę. i muszę przyznać, że te słowa wypuszczają we mnie nie tylko korzenie, ale już nawet młode pędy :) bo czyż to nie jest wyzwalające? po prostu jestem, niezależnie od uczynków, od cech, od myśli, błędów czy też wspaniałości. chyba nawet któryś święty poszedł z tą myślą dalej i powiedział coś w stylu: jestem niczym więcej i niczym mniej niż tym, kim jestem w oczach Boga. jakoś tak  :) i z tym was pozostawię, koniec dygresji]. taaak...zatem wracając do świąt...były spokojne, bez większych trosk czy spin, bez kłótni i burzliwych wydarzeń. wręcz przeciwnie- były leniwe, płynęły jak spokojna rzeka, niosąc mnie w swoim delikatnym nurcie. potem zaś nastąpiły intensywne dni inwentaryzacji w pracy (w rozmowie telefonicznej przejęzyczyłam się i powiedziałam że mamy inkwizycję - blisko, c'nie? :P) a potem...potem był sylwester. 


grudzień 2014, Białystok 

- sylwester. miałam wolne, niespodziewanie. i ranek był bardzo fajny, warty odnotowania. otóż  przeciągasz się, wstajesz sobie, tak po prostu, robisz śniadanie i siedzisz dwie godziny przy stole, jedząc spokojnie wypasioną jajecznicę i czytając książkę. serio - wieki tego nie robiłam. nie spiesząc się nigdzie i do nikogo, nie zastanawiając się gdzie właśnie jestem spóźniona i co jeszcze jest do zrobienia - nieważne. po prostu spędzasz czas ze sobą. i stąd przyszła myśl o tym, by w tego sylwestra nie biec do ludzi, nie robić tego co zwykle. i zostałam w domu, sama ze sobą i z Panem Bogiem do towarzystwa :)  muszę przyznać, że to był dobry czas. odkrywania radości w tym, że JESTEM i że On JEST (obok mnie;)) 

- co dalej? będzie nowe, to pewne. nic już nie jest takie samo, bo ja nie jestem taka sama. wszystko się zmienia, i ten rok też zmieni wiele. zamierzam strzec tego czasu jak ostatniej butelki domowego podpiwku mojej mamy i korzystać najlepiej jak się da z obydwu dobrodziejstw :) bo przecież te zwykłe rzeczy są najcenniejsze :) 

ps. a w tytule U2, idealne by zacząć ten nowy rok. i nawet był śnieg za oknem.



grudzień 2014, Białystok


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz