mmm. no to tak. czasem są takie dni, gdy w dresiku człapiesz do apteki i bierzesz wszystkie przeciwkatarowe cudowne pigułki i proszki, potem przenosisz się do sklepu i kupujesz chipsy, a jak już znajdziesz się w domu to czujesz się jak Bridget Jones, zakopana w pościeli, pełna chipsów i przygnębienia, oglądasz jakie bzdurne filmy na komputerze. tak właśnie było wczoraj. zaś dzisiaj ogarnęłam się w domu, ubrałam całkiem składnie, wybrałam się do kościoła na Eucharystię, a wieczorem siedziałam w studyjnym kinie i oglądałam film Everest w 3d. i patrzyłam na Edmunda Hillary'ego, który stawał się dziś dla mnie jednym z niezwyciężonych. lubię w sobie i Bridget, i Edmunda.
Edmund Hillary
październik 2014, Lublin
październik 2014, Lublin


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz