poniedziałek, 30 grudnia 2013

keep careful watch

wróciłam z kina. Hobbit oczywiście. film daje radę, choć wiadomo, że to film a nie czysty Tolkien jaki jest w książce. jeśli ma się to na uwadze - jest ok. 
dużo się dziwnych zbiegów dzieje przy okazji tego wypadu do kina. tu oczko, tam oczko, tu zawija się nitka i robi się ścieg, taki pełny, z sensem i wzorem - jak w szaliku albo swetrze. i jedyne co wiem, to to, że gdzieś tam w sercu na dnie mam pragnienie, by to była prawda, by to się działo i spełniało. by powstał ten sweter, którym będę mogła się otulić i już tak zostać. 


i Ed tak cicho nuci prosto w ucho: and if we should die tonight, we should all die together...



ps. na sylwestrowej liście jest 80 osób. wycinam papierowe wąsy i dopisuję nowe rzeczy do listy zakupów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz