środa, 29 kwietnia 2020

posiniaczone wnętrze

   Pomimo tego, co napisałam w poprzednim poście ciężko mi idzie bycie bardziej. Czasami mam wrażenie, że pogrążam się w lepkim błotku lenistwa i niewiele-robienia, i cała oblepiona nie mam siły tego z siebie zmyć, więc skorupka zasycha, stając się jeszcze bardziej nie do zniesienia. Brakuje mi ram, w których się poruszałam dotychczas, a aktywność mojej współlokatorki blokuje mnie jeszcze bardziej. Trudno mi się czyta, trudno mi się pisze, trudno mi się robi biżuterię, jedzenie czy ćwiczenia fizyczne. Trudno mi się wychodzi na zewnątrz, nawet na krótki spacer, a przyczyny doszukuję się w samotności. 
   Zwykle świetnie sobie radzę sama, nie mam problemu by spędzać czas sama ze sobą, a jednak ostatnio zapadam się w sobie i w braku. braku ludzi wokół. Irytuje mnie wymiana myśli i słów przez telefon, aplikacje czy maile. Drażni mnie i boleśnie dotyka widok ludzi którzy nie w pojedynkę idą gdziekolwiek. 
   A już największe ściśnięcie serca spowodowały zdjęcia, zdjęcia z Polski, sprzed lat, z ognisk, kajaków, spotkań, codzienności z tymi, których kochałam bardzo - zwykły wieczorny spacer wokół akademików polibudy, popołudniowe rowerowe wyprawy gdziekowiek; wszystko to boleśnie kołacze się w klatce piersiowej jakby chciało uciec albo jeszcze bardziej posiniaczyć mi wnętrze. Tęsknię. aż do płaczu.


kwiecień 2020


marzec 2020



Ps. droga Przyjaciółko, piszę do Waszej rubryki, bo nie wiem co to znaczy, gdy śni się syn byłej miłości. Nadmienię, że była ta miłość wzięła ślub i ma dziecko, a i owszem, ale córkę, by the way urodzoną o ironio w ten sam dzień co ja, rzecz jasna kilkanaście lat później. Wracając do tematu: Wspomniany wyżej syn ma we śnie kilka lat, imię i uśmiech, jakimś tajemniczym sposobem dobrze mi znane. Co to znaczy i dlaczego teraz? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz