piątek, 4 kwietnia 2014

księga skarg i zażaleń

och, przydałaby się taka. taka księga skarg i zażaleń, gdzie można by spokojnie (albo też właśnie niespokojnie, pod wpływem emocji) wpisać wszystko co leży nam na sercu, tudzież wątrobie. wpisać, prosić o wyjaśnienie, domagać się rekompensaty - cokolwiek. ale puścić. a tu...
a bo dostałam skierowanie do laryngologa z dopiskiem pilne i w żadnej z trzech poradni mnie nie przyjęto, tłumacząc, że mają komplet.
a bo zachorowałam i wydałam kolejne pieniądze na leki (ale nie dostałam antybiotyku, więc zdrowienie idzie wolniej i mniej skutecznie niż bym chciała).
a bo nie mam pracy. prace z dziećmi się pokończyły ale za to te poważne się jeszcze nie zaczęły. więc jestem w zawieszeniu.
a bo magisterka dalej skamle pod stołem i ciągle dostaje kopniaki na uciszenie - jest tragedia. ale to dłuższy temat.
a bo ciągle w sercu zawierucha z mężczyznami w rolach głównych.
a bo jestem zmęczona. permanentnie zmęczona.
a bo wiosna niby idzie i idzie, ale noce ciągle zimne a i dnie przytłaczają.
a bo...

czuję się tak, jakbym miała zepsutą klamkę do drzwi, za którymi wszystko jest ok.
ewentualnie jeszcze podchodzi opcja, że na tych drzwiach wisi kłódka. 

Tykocin,  sierpień 2013

Tykocin, sierpień 2013

2 komentarze:

  1. Jest taki Jeden Gość, który tego wszystkiego chętnie wysłucha. I nawet kłócić się z Nim można, i o wyjaśnienia prosić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach, gadam z tym Jednym Gościem całkiem regularnie, i wiem że słucha ;) w piątek byłam nawet na audiencji prywatnej. to nie jest tak, że On nie może tego wszystkiego zmienić. może. tyle tylko, że On pragnie bym dojrzewała, rozwijała się, a nie tylko rosła jakkolwiek.a do dojrzałości potrzebny jest wysiłek. więc wszystko w swoim czasie i krok po kroku...

      Usuń