piątek, 3 lutego 2017

Karol

   Dzisiejszy dzień to tak naprawdę jedna informacja, szybko podana przez telefon na przerwie w pracy. Kilka sekund i słów, które spuszczają z ciebie powietrze; mrugasz oczami by powstrzymać spowolnienie czasu. A jednak. 
   Mama powiedziała mi dziś przez telefon, że dziadek nie żyje. Nie był on tym dziadkiem najbliższym, bo był to brat mojego dziadka, i to od strony taty, czyli rodzina, z którą niewiele mam wspólnego. A mimo to był mi bliski, na tyle na ile to możliwe w takich okolicznościach rodzinnych. Nie odwiedzaliśmy ich często, w zasadzie z dzieciństwa pamiętam jedynie regularne wizyty z okazji imienin, a to babci, a to dziadka, a to akurat jakaś rocznica. Ale im byłam starsza i im bardziej mi się rozchodziło z tatą, tym paradoksalnie częściej widywałam się z dziadkami. Byli jedynymi o których z dumą mogę powiedzieć, że są moimi dziadkami.
   Jest kilka wspomnień, które pielęgnuję w sercu. Róża, którą dziadek nonszalancko zerwał z ogródka i po prostu mi wręczył, gdy już wybiegałam na autobus. Najpiękniejsza róża jaką dostałam i gdy poczułam się bezwarunkowo kochana. Pomidorki z dumą pokazywane za płotkiem, takie piękne, pachnące latem. Stare zdjęcia rodzinne, bezcenne archiwum które mi pokazał i opisał, po kolei i w emocjach (jak historia o pradziadkach, wziętych z domu do aresztu i wysłanych do obozów). Winogrona hojnie dawane pełnymi kiściami, aż się przelewające przez ręce. Ta sama winorośl dawała ochłodę w ciepłe dni, gdy siedzieliśmy sobie na ławeczce zajadając drożdżówki (On miał zwyczaj zawsze żartować, że zdążyłam tak szybko upiec te ciasto, a ja zawsze kupowałam je w pobliskiej piekarni, którą miałam po drodze), i rozmawiając o rzeczach przeróżnych, tak po prostu sobie siedząc. Z ostatniej wizyty pamiętam bezradność w jego oczach, wywołana starością. Taką bezsilność mocnego mężczyzny, który z trudnością godził się na czas odmierzany przyjmowanymi lekami i prostymi serialami nadawanymi w telewizji. A równocześnie pamiętam miły dotyk spracowanych rąk, chłodnych i pewnych, ściskających moje dłonie. 
   Żałuję. Żałuję, że tych drobnych gestów miłości było tak mało, że nie starczyło czasu by podzielić się radościami i smutkami, że zabrakło odwagi by być i okazywać, jak bardzo był ważny. Ale przecież on już wie. Wie więcej niż ja, bo jest w innym miejscu  niż ja. Dziękuję Dziadku, że pokazałeś mi tak wiele, choć mieliśmy tylko odrobinę czasu.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz